Relacja Marka Finca z przeszukań, zatrzymania i aresztowania
w sprawie przeciwko NGP i Ruchowi Narodowemu
w czerwcu - lipcu 1983 r.
, sierpień 1983 r.


P r z e s z u k a n i a

W dniu 30 czerwca 1983 r. około godz. 15 do mojego mieszkania w Bydgoszczy [...] wtargnęło trzech funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa z Bydgoszczy. Dowodził nimi kpt. Urbaniak. W domu była Mama z moją siostrą. Stwierdzili, że zaczekają na mnie. Wypytywali gdzie jestem, jak często wyjeżdżam i gdzie, czy mam dziewczynę, czy piję, czy palę, czy korzystam z samochodu Ojca? Wypytywali nawet mojego chrześniaka, 3,5 letniego Łukasza. Łukasz powiedział, że jeździ ze mną oglądać łabędzie. Do domu z pracy wrócił szwagier. Oni z zadowoleniem zawołali: to on! Siostra wyprowadziła ich z błędu stwierdzając, że jest to jej mąż. Oni uspokoili się, usiedli. Po chwili Mama zawołała: Marek chodź na obiad! Oni zerwali się, podbiegli do szwagra, zażądali dowodu osobistego. Wyjaśnili zbieżność imion, zostawili szwagra. Zaczęli przeszukiwać mieszkanie poza moim pokojem zamkniętym na klucz. Urbaniak nakazał mojemu szwagrowi, aby pojechał z nim na moją działkę w Dobrczu. Straszył go. Kazał mu przeskoczyć przez płot i sprawdzić czy jestem na działce. Chwilę stali przed domkiem i wrócili do Bydgoszczy. W czasie jazdy wypytywał o mnie mówiąc, że on tak prywatnie się wypytuje. Do domu wrócił Ojciec. Otworzył drzwi do mojego pokoju, gdzie przeprowadzono rewizję. Przeszukanie w "moim domu" nie dało żadnych rezultatów. Wzięto próbki z maszyny do pisania mojego Ojca. Następnie Urbaniak plus 1 SB pojechali przeprowadzić przeszukanie działki w obecności mojego Ojca. Rewizja nie przyniosła żadnych rezultatów. Podczas przeszukania bardzo dokładnie szkicowali figurkę Matki Boskiej znajdującą się na frontonie budynku. Robili też zdjęcia. W drodze powrotnej spotkali ekipę SB z Gdańska. Por. Koneczka [Konieczka - przyp. RN] zarządził powrót na działkę i powtórne przeszukanie. Koneczka kazał zabrać ceratę znajdującą się przed budynkiem, niewiadomego mi pochodzenia, podobno z jakimiś plamami. Pokwitował rekwizycję ceraty i wrócili do Bydgoszczy. W domu Koneczka zwolnił SB z Bydgoszczy. Założył "kocioł" z 3 SB z Gdańska. W czasie oczekiwania zadawał rodzinie głupie pytania na mój temat. Najbardziej męczyło go, że nie piję i nie palę.

Z a t r z y m a n i e

W dniu 1 lipca 1983 r. około godz. 2 wracając do domu zauważyłem, że światła w moim mieszkaniu są zapalone. Podejrzewając, że spowodowane jest to wizytą SB przyspieszyłem kroku. Kiedy otworzyłem drzwi do korytarza, z pokoju wypadło dwóch mocno zaspanych mężczyzn. Pierwszy z nich wyciągnął legitymację.
On:
Służba Bezpieczeństwa, Komenda Wojewódzka w Gdańsku. Czy ma Pan dowód?
Ja:
A dlaczego nie miałbym mieć. Obejrzałem legitymacje. Wystawiona była na por. Marka Koneczkę. Podałem dowód. Zdjąłem kurtkę. Teczuszkę zawierającą prawie komplet druków NGP i Ruchu Narodowego położyłem w pokoju na stole, poczym wyszedłem do łazienki. Dokładnie umyłem się. Spakowałem przybory toaletowe, bieliznę, książkę, koperty i papier. Cały czas nuciłem jakąś wesołą melodię.
Ja:
Mamo, zrób mi coś do jedzenia.
Koneczka:
Niech się Pan dobrze naje. (a do Ojca:) Niech Pan zapisze numer telefonu, pod którym może Pan informować się w sprawie syna.
Ja:
Nigdzie nie dzwoń, gdyż i tak nic Ci nie powiedzą. Informacje ewentualnie możesz zdobywać po upływie miesiąca, jeżeli do tej chwili nie wrócę.
Koneczka:
Patrz jak go przeszkolili.
Skończyłem jeść. Wstałem.
Koneczka (przeczytał):
Jest Pan zatrzymany za udział w nielegalnym związku pod nazwą Niezależna Grupa Polityczna i Ruch Narodowy.
Ja:
No, no.
2. mężczyzna:
Czy w tej kurtce Pan przyszedł? Zobaczymy co Pan tam ma. Wyjął bilet kolejowy z Gdańska oraz kalendarzyk. Jak się udała podróż?
Ja:
W pociągu był tłok.
On:
Bilet i kalendarzyk zabieramy jako materiał dowodowy.
Pożegnałem się z Rodzicami, mówiąc na koniec:
Nie zrobiłem nic czego mógłbym się wstydzić. Nie martwcie się, niedługo wrócę. Za drzwiami "2" skuł mnie w kajdanki mówiąc, że jestem od niego młodszy i nie chce mnie gonić. Po czym zaczyna się tłumaczyć, że nic do mnie nie ma, wykonuje tylko swój zawód i żebym się na niego nie gniewał. Doszliśmy do samochodu, gdzie spało dwóch mężczyzn.
Kierowca:
Gdzie jedziemy?
Koneczka:
Do Komendy Wojewódzkiej.
Kierowca:
Jak tam dojechać?
Koneczka (do mnie):
Myślę, że poprowadzi Pan nas do KW MO, pomoże stąd wyjechać.
Ja:
Nikogo do siebie nie zapraszałem i prowadzić nikogo nie będę. Pomagam tylko swoim gościom.
Błądzimy po Bydgoszczy, kilkakrotnie wyjeżdżamy na peryferie miasta. W końcu trafiają. Wchodzimy do Komendy, gdzie pierwszy raz zostaję przesłuchany.

P i e r w s z e   p r z e s ł u c h a n i e

"2": Proszę się rozebrać do rewizji osobistej.
Ja:
A jak nie to co?
On:
Rozbierzemy siłą.
Powoli i z uśmiechem rozbieram się.
On:
Szybciej!
Ja:
Mnie się nie spieszy. Mam czas.
On:
Dlaczego jest Pan taki arogancki? Wy wszyscy z Waszej organizacji tak się do nas odnosicie. Przecież my wykonujemy tylko swój zawód. Przecież nikt Pana nie bije.
Ja:
To Pan się chwali tym, że akurat mnie nie biją. I ja mam być Panu za to wdzięczny? Dziękuję za wyróżnienie. "Nie wiedziałem", że normalnie to się tu wszystkich bije.
On (do Koneczki, ze złością):
Czy ja mogę wyjść? Wychodzi.
Koneczka:
Imię, nazwisko, itd. Ja podaję.
On:
Co Panu wiadomo o drukowaniu ulotek NGP i Ruchu Narodowego?
Ja:
Nic. Uwaga z mojej strony. Nie zgadzam się, aby Pan palił podczas przesłuchania. Jeżeli Pan będzie palił, ja nie będę odpowiadał na pytania.
On:
Pan mi nie będzie rozkazywał! Zadaje kolejne pytanie.
Ja:
Nie wiem czy się dobrze zrozumieliśmy. To jest proste. Pan pali, ja nic nie mówię. Przestał zadawać pytania. Do momentu, aż nie skończył palić udawał, że przegląda dokumenty.
On:
To przecież Pana koledzy przysłali nas do Pana po to urządzenie do drukowania.
Ja:
Dziwne.
On:
Jak wygląda to urządzenie?
Ja:
Nie wiem. W drukarni nawet na wycieczce nie byłem.
On:
Pana koledzy twierdzą, że to urządzenie było u Pana na działce, w domku Pana rodziców w Dobrczu.
Ja:
W Dobrczu to mój domek.
On:
Pana?
Ja:
Tak, mój. Notarialnie zapisany.
On:
Gdzie Pan schował to urządzenie?
Ja:
Gdzie by to się zmieściło? Jak maszynę drukarską wstawiłbym do domku? Przez te wąskie drzwi? A tym bardziej gdzie bym to schował?
On:
Urządzenie stało pod oknem w papierowych workach.
Ja:
Maszyna drukarska w papierowych workach? Niech Pan ze mnie wariata nie robi.
Koneczka zapalił papierosa. Zadaje kolejne pytania. Ja milczę.
On (po spaleniu papierosa):
Zdrapaliśmy ze stolika ślady farby drukarskiej.
Ja:
Możliwe. Malowałem jakąś farbą wzorki na koszulkach. Można sprawdzić, koszulki są w domu, w szafie.
On:
Te koszulki to będzie Pan swojemu adwokatowi pokazywał.
Ja:
To po co Pan o to pyta?
On:
Grupa specjalna Zakładu Kryminalistyki z Warszawy zdjęła odciski palców w Pana domku. To odciski Pana kolegów z Ruchu Narodowego.
Ja:
Zadziwiająca operatywność. Kilka godzin temu zdjęte i już są wyniki.
On (zmieszany):
Niech Pan nam wyda to urządzenie. Będzie Pan tylko świadkiem w sprawie. Zwolnimy Pana do domu.
Ja:
Przyjdzie czas to pójdę do domu.
On:
Proszę przeczytać i podpisać protokół.
Ja:
W związku z celowym odurzaniem mnie dymem nikotynowym przez funkcjonariusza prowadzącego przesłuchanie odmawiam przeczytania i podpisania protokołu.
Wychodzimy z pokoju.
Koneczka do "2":
Podpisz mi protokół, on odmawia, bo go dymem odurzam.
"2" podpisuje.
Idziemy do samochodu.
Kierowca:
Gdzie jedziemy?
Koneczka:
Do Gdańska.
Kierowca:
A tam? Pokazuje na migi, że chodzi mu o maszynę do drukowania.
Koneczka:
On nic nie wie. W drukarni nawet na wycieczce nie był.

J e d z i e m y   d o   G d a ń s k a

Samochód przy dużych prędkościach mocno zarzuca. Z rozmowy, między nimi, wynika, że kierowca jest amatorem. Wraz z tym drugim z samochodu są specjalistami od śladów. Zatrzymujemy się, żeby zmienić koło, przyczynę zarzucania. Na poboczu stoi "maluch". W nim młody mężczyzna. Stoimy w lesie. Koneczka stoi skuty ze mną. Próbuje nawiązać rozmowę. Pozostali zajmują się zmianą koła, idzie im to bardzo nieudolnie. Jedziemy dalej. Kierowca obawia się, czy starczy paliwa.
Koneczka:
Jak nie starczy to zostawimy go w Tczewie, a sami pojedziemy pociągiem.
"2":
Nie! Dostałem rozkaz, żeby im go przywieść to go im przywiozę.
Dalsza rozmowa rozwija się wokół "Skorpiona". Samochód zajechał pod szpital milicyjny. Wchodzimy.
Ja:
Nie mówię dzień dobry, bo za dobry to on dla mnie nie jest.
Lekarz:
Czy jest Pan chory lub chorował na jakieś choroby zakaźne?
Ja:
Zdrowy, nic mi nie jest, na nic nie chorowałem.
Lekarz wypisuje świadectwo zdrowia.
Koneczka:
Niech Pan go zbada, bo mi go nie przyjmą.
Lekarz:
Ja wiem co robię. Wychodzi.
"2":
Nie mógł Pan powiedzieć, że jest Pan chory?
Ja:
Nie lubię kłamać.
Jedziemy do Komendy.

W   K o m e n d z i e

Koneczka: Zastanowił się Pan? Powie, gdzie jest to urządzenie? Będzie Pan tylko świadkiem w sprawie.
Ja milczę.
On:
Daję Panu czas do godz. 12.00. Jeżeli Pan nie będzie mówił to przekażę sprawę do prokuratora i będzie Pan siedział.
Ja:
Ile?
On:
Dostanie Pan tyle samo co Hajduk. No, może wyjdzie Pan miesiąc wcześniej.
Przyprowadził młodego mężczyznę, żeby mnie pilnował. Przez pokój przewijało się jeszcze dwóch mężczyzn. Nie angażują się oni w rozmowę. Przysłuchują się jedynie. Co chwilę wychodzą. Rozmowa z tym, który mnie pilnował, kierowca samochodu, który od tej chwili mnie woził.
On:
Te ręce to zniszczył Pan sobie przy drukowaniu?
Ja:
Nie. Przy pracy.
On:
Dobra, dobra.
Ja:
Musi mnie Pan pilnować, ciężka praca co?
On:
Pilnować? Dlaczego?
Ja:
Na przykład, żebym przez okno nie wyskoczył.
On:
A skacz Pan sobie. Jeszcze Panu pomogę. Będę miał spokój.
Ja:
To tak wygląda Pana dzień pracy: gazeta, herbata, gazeta.
On:
Widziałem wasze ulotki rozlepione na mieście. Eleganckie. Ktoś napisał na nich, że SB to drukuje. Tego wszystkiego nie warto robić, to jest kierowane przez ludzi, którzy wszystkich oszukują.
Ja:
Z tym właśnie trzeba walczyć, z tymi którzy manipulują ludźmi.
On:
Wy byliście przeciwko "Solidarności".
Ja:
Gdy nawet w milicji klaskali i krzyczeli: "Solidarność", to NGP występowała przeciwko KOR-owi...
On:
Z wieloma waszymi poglądami się zgadzam.
Ja:
Władze nasze poglądy zwalczają, gdyż rozruchy są im potrzebne. U nas rozruchy się podsyca...
On:
Jak to? Nie rozumiem.
Do pokoju wchodzi jakiś mężczyzna. Mówi, że chce pożyczyć maszynę do pisania. Wtrąca się do rozmowy.
On:
Skąd pochodzą Pana rodzice.
Ja:
Mama z Małopolski. Ojciec z Pomorza.
On:
Skąd u Pana takie poglądy? Jaki jest Pana stosunek do mniejszości narodowych?
Ja:
A kim Pan właściwie jest, że Pan tak wypytuje?
On.
Ja tu z pokoju obok. Ja tak prywatnie interesuję się tą sprawą.
Ja:
To Pan taki psycholog amator? Jeżeli Pan zaraz się nie wylegitymuje to nie będę z Panem, ani przy Panu rozmawiał? Nie wiem, czy nie jest Pan agentem obcego wywiadu. Nie chcę później, gdy sytuacja się zmieni, odpowiadać za współpracę z wywiadem zachodnioniemieckim, amerykańskim.
On:
Ja to już gdzieś słyszałem.
Ja:
Tak. To znaczy, że nie tylko ja jestem tego zdania.
On:
Dlaczego wy się tak obawiacie? Wszędzie widzicie agentów.
Ja:
To są fakty. Tych, którzy są proradzieccy zamyka się w więzieniu.
Mężczyzna ten bardzo nachalnie wypytywał mnie o to jak bym postępował w przypadku, gdybym miał władzę. Na koniec stwierdziłem, że jestem w więzieniu, a nie w rządzie, więc taka rozmowa nie ma sensu.
Wychodzą z pokoju. Zostaję sam z kierowcą.
On:
Pan taki młody. Najlepsze lata spędzi Pan w więzieniu.
Ja:
Jakoś to będzie.
On:
Dostanie Pan 5 lat.
Ja:
Wy nie jesteście w stanie mnie osądzić. Za swoje życie będę po śmierci odpowiadał przed Bogiem.
On:
Co za idealistyczne podejście. Ja tego nie rozumiem, zresztą do kościoła rzadko chodzę.
Ja:
Pan to chodzi służbowo, a ja prywatnie. Pan chodzi z magnetofonem, a ja z książeczką do nabożeństwa. My się nigdy nie zrozumiemy.
Chwila milczenia.
On:
Wie Pan mi się też wiele rzeczy nie podoba, ale przecież każdy musi gdzieś pracować.
Ja:
Tak, ale jeżeli komuś gdzieś się nie podoba to może się zwolnić.
On:
To nie jest takie proste.
Ja:
Widzi Pan, ja pracuję w Straży Pożarnej. Na mnie ludzie czekają, potrzebują mnie. Na Pana nikt nigdy nie będzie czekał.
Wyciągam z teczki książkę "Wolnomularstwo w II Rzeczypospolitej". Zaczynam czytać dając do zrozumienia, że straciłem ochotę do dyskusji.
Kierowca usiłuje się gdzieś dodzwonić.
Ja (z uśmiechem):
To normalne, że trudno jest o połączenie. Tak jest zawsze, gdy jest podsłuch.
Wraca Koneczka.
On: Dlaczego Pan się wciąż śmieje?
Ja:
Już mam taki wyraz twarzy. Zresztą nie widzę powodów do płaczu.
On:
Pan jest zadowolony, że Pana aresztowano. Pan się sam pchał do więzienia! Pan się przestanie śmiać. Nie tacy tutaj się już załamali.
Ja:
Nie wątpię. Witka Hajduka Pan zna. Jak straci humor, to znaczy, że i ja przestanę się śmiać. Mamy podobne poczucie humoru.
On:
Będzie Pan jeszcze płakał.
Ja:
Może Pan zacząłby płakać, gdyby Pana ktoś rozliczał z pracy w SB. Mówił, że jest niewinny, że wykonywał tylko polecenia, że kazali... Ja zawsze pamiętam jakie mam poglądy i co za nie grozi.
Koneczka wychodzi z pokoju. Wraca jeden z tych, którzy się tu przedtem kręcili. Wchodzi jakiś mężczyzna. Wydaje polecenia temu, który mnie pilnuje, aby mnie sprowadził do samochodu. Wstaję, biorę swoją teczkę.
On:
Teczkę może Pan tu zostawić.
Ja:
Nie. Wolę ją mieć przy sobie, czasami by komuś coś do niej wpadło. Wolę mieć tylko to co mam.
Jedziemy do prokuratora.

A r e s z t o w a n i e

Mężczyzna zostawia nas przed drzwiami. Każe czekać. Po chwili do pokoju prokuratora wchodzi jeszcze jeden mężczyzna z brodą. Podobny do brodaczy z kierownictwa "Solidarności". Trochę rozmawiam z tym, który mnie pilnuje. Zasypiam. Z pokoju wychodzi ten, który mnie tu przywiózł, budzi mnie.
On:
Ojciec Pana.
Ja:
Co, stało się Mu coś?
On:
Nie. Gdzie pracuje?
Ja:
Na emeryturze.
Zostajemy znów sami na korytarzu.
Ja:
Jak się nazywa prokurator, który będzie mnie przesłuchiwał?
On:
Nie wiem.
Ja:
Kto to jest ten, który mnie tu przywiózł?
On:
Nie wiem.
Ja:
A tamten z brodą?
On:
Nie wiem.
Ja:
Coś mało Pan wie. Czy muszę zeznawać przed prokuratorem?
On:
Może Pan nic nie mówić. Jeżeli jest Pan niewinny, nic nie robił, to może Pan zeznawać. Może też Pan złożyć oświadczenie.
Ja:
Rozumiem.
On:
Jeżeli jest Pan niewinny, jest tak jak Pan mówi, to nie dostanie Pan sankcji. Zwolnią Pana do domu.
Ja:
Wierzy Pan w sprawiedliwość? O tym, że dostanę sankcję to już zdecydowano i decyzja nie zapadła tutaj.
Przesłuchanie u prokuratora.
On:
Imię, nazwisko, itp.
Ja odpowiadam.
On:
Czy jest Pan członkiem Niezależnej Grupy Politycznej i Ruchu Narodowego?
Ja:
Jestem sympatykiem.
On:
Kto kierował tą organizacją?
Ja:
Z dokumentów Ruchu Narodowego wynika, że panowie: Mirosław Mikłowski, Mariusz Urban, Krzysztof Kaletowski, Karol Doerffer...
On:
Oni kierowali?
Ja:
Te nazwiska podane były w dokumentach Ruchu Narodowego.
On:
Jakich?
Ja:
W oświadczeniu Ruchu Narodowego.
On:
To był program?
Ja:
To jest oświadczenie.
On:
Jaki cel miała ta organizacja?
Ja:
Ruch Narodowy ma na celu wypracowywanie orientacji proradzieckiej oraz pracę nad moralnym odrodzeniem Narodu.
On:
Czy Pan zna M. Urbana?
Ja:
Znam Pana M. Urbana, jest rzecznikiem Ruchu Narodowego? Znam też pozostałych Kolegów, którzy są aresztowani. Wysłałem do nich wszystkich pozdrowienia do aresztu.
On:
To Pan już wie, że ktoś siedzi?
Ja:
Orientowałem się w tej sprawie.
On:
Gdzie i kiedy Pan poznał M. Urbana?
Ja:
U Pana M. Urbana w domu. Adres przeczytałem na druku przyklejonym na murze w Gdańsku. Pełno druków było w tym czasie porozklejanych w Gdańsku.
On:
Kiedy to było?
Ja:
W okresie, gdy "Solidarność" została uznana przez władze.
On:
Dokładniej.
Ja:
W roku 1980.
On:
Czy NGP i Ruch Narodowy to była ta sama organizacja?
Ja:
Na dokumentach NGP i Ruchu Narodowego podpisani są ci sami ludzie.
On:
Czy brał Pan udział w drukowaniu ulotek NGP i Ruchu Narodowego.
Ja:
Nie.
On:
Czy brał Pan udział w składaniu czcionek?
Ja:
Nie, nie mam pojęcia jak to się robi.
On:
Czy w Pana domku w Dobrczu ktoś drukował ulotki?
Ja:
Nie.
On:
Czy schowane było urządzenie do drukowania?
Ja:
Nie.
On:
Czy był u Pana w domku M. Urban?
Ja:
Tak. Pan M. Urban jest z zawodu technikiem budowlanym. Pomagał mi w remoncie domku.
On:
Jest technikiem budowlanym i pomagał Panu w remoncie?
Ja:
Tak.
On:
Kto jeszcze odwiedzał Pana w Dobrczu?
Ja:
Nie przypominam sobie.
On:
Czy dawał Pan komuś klucze do domku?
Ja:
Tak, Panu M. Urbanowi.
On:
W jakim celu?
Ja:
Aby mógł z niego skorzystać w przypadku, gdyby przejeżdżał w pobliżu i miał ochotę przenocować.
On:
Jak często spotykał się Pan z M. Urbanem.
Ja:
Różnie, trudno dokładnie to określić.
On:
Czy brał Pan udział w zebraniach NGP i Ruchu Narodowego?
Ja:
Nie.
On:
Czy spotkał Pan kogoś u Urbana?
Ja:
Tak, u Pana M. Urbana przewijało się trochę ludzi.
On:
Czy było kiedyś więcej niż trzy osoby?
Ja:
Nie przypominam sobie.
On:
Jaki charakter miały te spotkania?
Ja:
Towarzyski.
On:
O czym rozmawiano?
Ja:
Wypytywałem zawsze o aktualności polityczne, co się dzieje w polityce. Wypytywałem o to co mnie interesuje.
On:
Czy kolportował Pan ulotki NGP i Ruchu Narodowego?
Ja:
Nie.
On:
Czy chciałby Pan coś dodać do tego co Pan tu powiedział?
Ja:
Tak. Znam wszystkie dokumenty NGP i Ruchu Narodowego. Całkowicie zgadzam się i popieram poglądy zawarte w tych dokumentach. Poglądy te uważam za swoje.
On:
Proszę przeczytać i podpisać protokół.
Ja:
Jest nieścisłość. Ja cały czas mówiłem Pan Mariusz Urban, a Pan pisał Urban. To trzeba poprawić. A co do tych kluczy, to zostawiłem je przypadkiem u Pana M. Urbana, a zorientowawszy się przekazałem wiadomość, aby te klucze zostawił sobie, w przypadku, gdyby miał ochotę kiedyś przenocować.
On:
Proszę przeczytać i podpisać.
Ja:
W związku z tym, że słabo znam prawo, a obawiam się, że moje zeznania mogą być wykorzystane przeciwko mnie, do momentu uzyskania porady prawnej adwokata, odmawiam podpisywania jakichkolwiek dokumentów.
On:
To Pan może napisze tu na dole.
Ja:
Nie. Jak Pan już tyle napisał to niech Pan i to napisze.
Czekałem na korytarzu, po czym poszedłem po odbiór sankcji. Odbioru sankcji nie pokwitowałem. Odwożą mnie do aresztu.

P r z e s ł u c h a n i e

Przyprowadzono mnie do pokoju, w którym siedziało dwóch mężczyzn. Wysoki z brodą, ten sam, którego widziałem u prokuratora (palił fajkę) oraz drugi, który mnie później przesłuchiwał, przedstawił się jako kpt. Czaja. Ten z brodą kazał mi wyjść i zaczekać za drzwiami. Gdy wyszedł wprowadzono mnie na przesłuchanie. Czaja zadał jakieś pytanie.
Ja:
Do momentu uzyskania porady prawnej odmawiam składania zeznań.
On:
To może tak luźno porozmawiamy?
Ja:
Trochę można spróbować.
On:
Gdzie pracuje Pana ojciec?
Ja:
Jest na emeryturze?
On:
A przedtem gdzie pracował?
Ja:
A co to Pana obchodzi?
On:
Wstydzi się Pan pracy ojca?
Ja:
Nie.
On:
No to gdzie pracował?
Ja:
W Urzędzie Gminy.
On:
Gdzie?
Ja:
W Osielsku.
On:
To tam gdzie ten domek?
Ja:
Nie. Pod Bydgoszczą.
On zapisuje miejscowość na kartce, tak abym tego nie widział.
Ja:
Niby tak luźno, a zapisuje Pan. Nieładnie.
On:
Skąd u Pana zainteresowanie polityka?
Ja:
Jedni piją wódkę, chodzą na dancingi, oglądają bzdurne filmy. Ja uważam, że polityką każdy powinien się interesować.
On:
Jestem pełen podziwu dla Pana postawy. A dlaczego wybrał Pan sobie akurat tą organizację?
Ja:
Ludzi o poglądach proradzieckich jest tak mało, że nie miałem problemu z wyborem.
On:
Czy może mi Pan wytłumaczyć pojęcie: niekomunistyczna orientacja proradziecka.
Ja:
W interesie Polski leży ułożenie stosunków ze Związkiem Radzieckim. Wynika to z płożenia geopolitycznego, wspólnych interesów.
On:
A niekomunistyczna?
Ja:
Nie ma obowiązku, aby być komunistą.
On:
Słyszałem, że Panu przeszkadza palenie. Ja wiem, że to niekulturalnie, ale już się przyzwyczaiłem i muszę palić.
Ja:
Nie mam na to wpływu, gdybym był wolny to bym stąd wyszedł.
On:
U was był zakaz picia.
Ja:
Ja nie pije, u nas nikt nie pije, więc po co miałby być zakaz?
On:
Nawet na imieninach nie wolno było wypić lampki wina.
Ja:
Nigdy nie miałem takich problemów.
On:
Kto z kolegów odwiedzał Pana w Dobrczu?
Ja:
Wie Pana co, straciłem już ochotę nawet do luźnej rozmowy.
On:
Dzwonił Pana ojciec, pytał o Pana. Czy ma Pan jakieś życzenie, mogę Panu w czymś pomóc?
Uśmiecham się.
On:
No, oczywiście zwolnić Pana nie mogę.

K o l e j n e   p r z e s ł u c h a n i e

Czaja: Mam tu Pana odwołanie do Sądu Rejonowego. Pisze Pan, że to bezprawie, że nie przedstawiono Panu żadnych dowodów. Są przecież zeznania Pana kolegów, które Pana obciążają.
Ja:
Nie przedstawiono mi żadnego dowodu. Mówi się jedynie, że takie są.
On:
W odpowiednim czasie zapozna się Pan z nimi. Będzie mógł Pan przeczytać wszystkie zeznania, robić sobie notatki. Pisze Pan, że aresztowanie jest bezpodstawne, że zarzucanie Panu kierowania jest śmieszne i absurdalne.
Ja:
Zawsze wiedziałem, że mieć poglądy proradzieckie w Polsce jest niebezpieczne.
On:
Nie za poglądy Pan tu jest. Poglądy u nas wolno mieć jakie się chce.
Ja:
To niby za co?
On:
Za działalność antypaństwową.
Ja:
Trzeba to udowodnić.
On:
Pisze Pan, że Ruch Narodowy był organizacją legalna. Żeby być legalnym nie wystarczy podpisać się na jakimś dokumencie. Trzeba się zarejestrować w urzędzie, przedstawić program. Ktoś Panu naopowiadał bzdur, a Pan w to uwierzył. Wy wszyscy daliście się wciągnąć przez jednego chorego człowieka, przez niego stracicie młodość, przez niego będziecie siedzieć w więzieniu.
Ja:
Wiem przez kogo siedzę.
On:
Często używacie sformułowania, że aresztowanie was to prowokacja antyradziecka. Czy ktoś wam kazał tak mówić?
Ja:
Te sprawy trzeba nazywać po imieniu.
On:
To urządzenie do drukowania to Pan wykonał czy Urban?
Ja:
Słyszałem, że UB drukuje te ulotki w swych podziemiach. "Przepraszam", pomyliłem się, to się chyba inaczej nazywa.
On:
Nie szkodzi. Pan zwracał uwagę, żeby mówić Pan Urban. To może się umówimy: Pan będzie mówił UB, a ja będę mówił Urban.
Ja:
Nie. Pan będzie mówił: Pan Urban, a ja będę mówił: SB.
On:
Co Panu wiadomo na temat innych organizacji narodowych działających na terenie Bydgoszczy?
Ja:
Nic.
On:
A PUND?
Ja:
Coś słyszałem, ale nie kojarzę tego.
On:
Koledzy skarżą się, że jest Pan arogancki, złośliwy.
Ja:
Nie wiem o czym Pan mówi.
On:
Nie chce Pan odpowiadać na pytania, podpisać protokołu.
Ja:
A muszę?
On:
Dzwonił do mnie kierownik aresztu. Ojciec Pana przywiózł paczkę. Właściwie nie powinienem wyrazić zgody na jej dostarczenie, ale się zgodziłem.
Odwożą mnie do aresztu.

K o n f r o n t a c j a   I

Przewożą mnie do więzienia. Siedzimy w pokoju widzeń. Eskortuje mnie jak zawsze ten sam młody chłopak.
On:
Tu będzie miał Pan zawsze widzenia.
Ja:
Ładnie tu.
On:
Dzisiaj będzie miał Pan konfrontację. Koledzy Pana sypią, co?
Ja:
Zobaczymy.
Wchodzi Koneczka.
On:
Panie Finc, jeszcze się Pan śmieje.
Ja:
Jak widać.
[...]
Koneczka:
Nic Panu nie pomoże, że Pan się nie przyznaje. Mamy już cztery zeznania obciążające. Oni wyjdą, a Pan będzie siedział. Znowu Pan nie chce podpisać protokołu. Pan dostanie nakaz zwolnienia i Pan nie wyjdzie bo go nie podpisze: nie będzie się Pan znał.
Ja:
Nie wiem, nie znam się, ja tu sprzątam.
On:
W więzieniu to się sprząta w nagrodę. Przekona się Pan.
Daje pióro eskorcie, żeby podpisał protokół.
On:
Ładne masz pióro.
Koneczka:
Amerykańskie. Ja nie muszę być proradziecki, mogę mieć pióro amerykańskie, wolno mi.
Ja:
Pana poglądy to Pana sprawa.
Koneczka mówi, że idzie poszukać samochodu. Wychodzi.
Eskorta:
Był Pan bardzo zdenerwowany, obserwowałem Pana, cały czas chodziły Panu kolana.
Ja:
To taki tik, odruch bezwarunkowy. Mam to od dziecka.
On:
Dlaczego bierze Pan całą winę na siebie. Dostanie Pan 5 lat. Inni wyjdą, a Pan zostanie.
Ja:
Widać tak już musi być.
On:
Straci Pan młodość, nie ożeni się.
Ja:
Z tym zdążę.
On:
Niech Pan się zastanowi. Zrywa Pan za sobą wszystkie mosty, pogrąża się Pan. Potem będzie za późno.
Ja:
5 lat posiedzę, wyjdę, będę miał 28 lat. Jeszcze zdążę się urządzić.
Wraca Koneczka. Porozumiewają się wzrokiem, że nie dałem się przekonać. Wyprowadzają mnie do samochodu. W samochodzie rozsiadam się wygodnie.
Kierowca:
Proszę usiąść inaczej, to porządny samochód.
Ja:
Ta ruina to nawet koło samochodu nie stała.
Odwożą mnie do aresztu.

K o n f r o n t a c j a   I I

Konfrontację przeprowadza Czaja w obecności jakiegoś mężczyzny.
Wprowadzają [...] witamy się serdecznym uśmiechem. Widzę, że ma sznurowadła. Wskazuję na moje buty bez sznurówek. Konfrontowany odwołuje wcześniej złożone zeznania, jako zasugerowane przez przesłuchującego funkcjonariusza.
Odwożą mnie do aresztu.


Ruch Narodowy
skr. poczt. 55
81-701 Sopot 1
e-mail:
poczta@RuchNarodowy.pl
http://www.RuchNarodowy.pl