Relacje Mariusza Urbana na temat formowania się opozycji politycznej na Wybrzeżu w latach 1971 - 1973 (udzielone Annie Müller, studentce historii na Wydziale Filologiczno-Historycznym Uniwersytetu Gdańskiego, na spotkaniach w Sopocie, w dniach 4 kwietnia, 2 maja, 19 czerwca, 22 i 28 sierpnia oraz 23 i 30 października 1998 r.)


W październiku 1971 r., po dyskusji w Dominikańskim Ośrodku Duszpasterstwa Akademickiego w Gdańsku, doszło do mojego kontaktu z o. Ludwikiem Wiśniewskim OP(1). Byłem wówczas absolwentem Technikum Budowlanego PSB we Wrzeszczu. W tym samym czasie zgłosiła tam grupa uczniów IV klasy I Liceum Ogólnokształcącego w Gdańsku: Grzegorz Grzelak, Aleksander Hall, Jacek Młynek, Janusz Molke [Molka - zwany potocznie Molke], Wojciech Samoliński, Adam Stieler i Arkadiusz Rybicki. Nawiązali oni kontakt bezpośrednio z o. Ludwikiem, zaczęty przez A. Rybickiego.

Tak ja(2), jak i grupa z I LO, mieliśmy za sobą przeszłość polityczną od drugiej połowy lat 60. Grupa z I LO wyrastała z ulotek i napisów na murach, co wcześniej było podstawą jej rozwoju, a co stało się zaczątkiem odchodzenia ludzi. Po grudniu 1970 r.(3), który potwierdził niereformowalność systemu, trudno było wypracować koncepcję działania. Grupa nawet nawiązała sekretny kontakt z ambasadą amerykańską(4). Nie podjęli jednak dalszych kroków. Grupa miała zrozumienie potrzeby politycznego, zorganizowanego działania, ale nie miała przywództwa.

W Duszpasterstwie Akademickim grupa z liceum uczestniczyła na zasadzie lekcji religii, mających formę grupy dyskusyjnej. W końcu października 1971 r., na jedno ze spotkań z inteligencją związaną z DA, o. Ludwik zaprosił również mnie i grupę licealną. Starsi reprezentowali stanowisko krytyczne wobec rzeczywistości lecz w ramach status quo, w przeciwieństwie myśmy byli zdecydowanie antykomunistyczni. Przede wszystkim jednak, w odróżnieniu od pozostałych uczestników DA, byliśmy ludźmi politycznymi. Po dyskusji doszło do spotkania mojego z G. Grzelakiem, A. Hallem, A. Rybickim i W. Samolińskim. Było to poza DA, na spacerze po mieście. Porozumienie nastąpiło prawie natychmiast.

Do kolejnego spotkania doszło w szerszym gronie w mieszkaniu J. Molkego(5). Spotkania poza Duszpasterstwem stawały się coraz częstsze. W odbiorze uczestników lekcji religii zaczynały one beze mnie tracić sens. Byli oni zdania, że o. Ludwika trzeba postawić wobec faktu dokonanego. W. Samoliński zakomunikował: od dzisiaj będzie z nami przychodził Mariusz. O. Ludwik przyjął to w milczeniu.

W listopadzie - grudniu 1971 r. sytuacja była ustalona. Grupa jest polityczna, antykomunistyczna, której formuła działania nie jest jeszcze zamknięta. Działalność w DA jest płaszczyzną działania zewnętrznego. Jedną formą są lekcje religii, miejsce dyskusyjne a również forma oddziaływania na o. Ludwika. Drugą zaś jest udział mój w DA w celu zdobywania i weryfikacji nowych kontaktów oraz wpływu na ogólny program.

Oczywiście samo życie wnosiło nowe elementy. Kontakt bardziej indywidualny z o. Ludwikiem miałem ja i W. Samoliński, który również sam zaczął częściej bywać w DA. We Mszach św. akademickich uczestniczyli jeszcze A. Rybicki i J. Młynek, z dziewczynami(6).

O spotkaniach poza DA o. Ludwik nie był "na razie" informowany. A właśnie na nich zapadały decyzje. Zapadały one w drodze konsensusu między mną, A. Hallem, G. Grzelakiem, A. Rybickim i W. Samolińskim. Stanowisko polaryzowało się wywołane często odmiennym zdaniem W. Samolińskiego. W tamtym czasie faktyczne kierownictwo, na podanych zasadach, należało już do mnie(7). Z zasady ośrodek kierowniczy był poza DA(8). Spotkania odbywały się u mnie, u A. Halla(9), G. Grzelaka, W. Samolińskiego(10). Wiele spraw z obawy podsłuchu omawiano na spacerach, również po spotkaniach w DA. Spotkania nie miały ustalonej formuły. Starano się, aby byli obecni wszyscy, to dawało poczucie siły.

Kontakt o. Ludwika z osobami politycznymi zaowocował również zmianami w programie ogólnym DA. O. Ludwik wprowadził dysputy publiczne w kościele pod nazwą Trybuny Duszpasterskiej. Były dwie TD. Pierwsza odbyła się w dniu 19 stycznia 1972 r. Wywołała ona szeroki rezonans w Trójmieście, a nawet w kraju. Szczegółowe pytania na TD o. Ludwik redagował i poprawiał ze mną(11).

Po tej TD do DA zgłosiła się grupa uczniów z III klasy III LO we Wrzeszczu. Była to grupa nieukształtowana, o zainteresowaniach literackich, artystycznych i politycznych. Byli to: Maciej Grzywaczewski, Marian Terlecki i inni. Spotkania tej grupy odbywały się osobno, ale nie tak formalnie jak nasze lekcje religii. O. Ludwik zaprosił mnie na te spotkania. Należy przy tym nie mylić ich z grupą lewacką, która również bywała w DA, a związaną z nazwiskiem Antoniego Pawlaka również z Wrzeszcza (stąd, jak i ze względu na zainteresowania literackie, były między nimi kontakty). W marcu 1972 r. ci ostatni zostali złapani na ulotkowej akcji antywyborczej(12). Na skutek tego w dniu 29 marca t.r. SB dokonała przeszukania mojego mieszkania oraz przesłuchania na Okopowej. Przeszukanie u o. Ludwika wydaje się, że było chyba wcześniej. Nie przyniosły one rezultatu(13). Przechwycenie ludzi z Wrzeszcza bez balastu wyraźnie lewackiego i z uniknięciem uderzenia SB było znacznym sukcesem(14).

M. Grzywaczewski został przyjęty do grupy pod koniec kwietnia 1972 r., co zostało zakomunikowane o. Ludwikowi. Fakt ten o. Ludwik przy wszystkich skomentował negatywnie i niesprawiedliwie(15). Przyjęcie M. Terleckiego, miało miejsce później, chyba w czerwcu t.r. Grupa, z którą przyszli zanikła w DA.

Dopiero w końcu kwietnia 1972 r. postanowiliśmy po raz pierwszy zaprosić o. Ludwika na spotkanie z grupą poza DA(16). Spotkanie zostało zaplanowane w pierwszych dniach maja t.r. u mnie w Sopocie. Z powodu wypadku do spotkania nie doszło. Wtedy było chyba już wiadomo, że o. Ludwik, od nowego roku akademickiego, ma odejść z Gdańska do Lublina. Wprowadzano nowe osoby: Zdzisława Bradela (w wieku studenckim, o zainteresowaniach literackich), Jana Samsonowicza (vide przyp. 23), Jerzego Kołodzińskiego (mojego kolegę szkolnego). W ciągu roku szkolnego zaprzestał udzielać się A. Stieler, a później J. Młynek.

Na  początku  czerwca 1972 r.  miał  miejsce,  raczej  nieefektywny, wyjazd grupy z o. Ludwikiem do Dębek. W końcu lipca t.r. wyjechaliśmy do Warszawy na spotkanie z B. Cywińskim, które odbyło się u Dominikanów. B. Cywiński dostrzegał podziały ideowe i przewidywał podział grupy, mimo naszych jednogłośnych deklaracji temu przeciwnych(17).

Sukces o. Ludwika wynikał z otwartości, zdolności spożytkowania doświadczeń innych. Pomimo tego, że kontakt z ludźmi politycznymi na jesieni 1971 r. zafascynował o. Ludwika, nadal zajmował się sprawami grup i ludzi, którzy nie byli politycznymi. Jego postawa, spojrzenie, wypowiedzi były jasne, a krótkie homilie trafiały do każdego słuchającego. Oczywiście nagminne palenie papierosów, pewna chaotyczność, pozwalanie na zbytnią poufałość nie były stosowne dla statusu kapłana. Znamienne jednak, że nie zrażało to do niego nawet tych osób, którym to się nie podobało. Niestety, kiedy z czasem o. Ludwik zaczął wchodzić w sprawy ściśle polityczne, stracił wiele ze swojej charyzmy jaką miał w latach 1971 - 1972 i poprzednio.

Formacja "znakowska" o. Ludwika w zetknięciu z grupą nie mogła się początkowo wyartykułować. Napięcie polityczne, jakie wytwarzała grupa, było tak silne, że doświadczenie intelektualne o. Ludwika, jego kontakty z warszawskim KIK-iem nie miały odniesienia do poglądów grupy. Teorie personalistyczne i otwarcia Kościoła na współczesny świat były nieatrakcyjne, choćby z tego względu, że zmiękczały stanowisko wobec komunizmu. A formacja uznająca "realia" nie budziła zaufania(18). Były jednak okoliczności, które wskazywały na ingerencję zewnętrzną.

Według terminarza DA 13 kwietnia 1972 r., czyli wkrótce po nieudanej akcji SB, miał przyjechać Bohdan Cywiński. W zasadzie był on jedynym prelegentem akceptowanym przez grupę i to warunkowo, to znaczy przynajmniej na razie bez wchodzenia w porozumienia. Zamiast niego przyjechał Tadeusz Mazowiecki. O. Ludwik prosił usilnie grupę o przyjście na tę prelekcję. Wygłaszane przez T. Mazowieckiego poglądy na temat socjalizm z ludzką twarzą etc. brzmiały w Gdańsku niepoważnie. Po skończonej prelekcji o. Ludwik bezskutecznie zabiegał, abyśmy zostali na dyskusji na "Górce"(19). Następnie grupa poszła na spacer po mieście, długo jeszcze parodiując prelegenta. Był to jedyny przyjazd T. Mazowieckiego.

Drugą ingerencją była propozycja o. Ludwika, aby dokonać podziału grupy. Przedstawił mi ją w końcu sierpnia 1972 r. Nie podjąłem tematu i odrzuciłem propozycję.

Kolejną ingerencją było forsowanie przez o. Ludwika dokonania wyboru trzech koordynatorów. I było to lepiej przygotowane. Miało to miejsce w końcu września lub na początku października 1973 r.(20) na spotkaniu w Gdyni Orłowie, w mieszkaniu ks. Stanisława Szarowskiego(21). Wyborowi koordynatorów towarzyszyła sprawa kłopotów rodzinnych M. Terleckiego. Wystąpiłem przeciwko wyborowi koordynatorów. Wybór taki w okresie rozwoju grupy niósł za sobą niebezpieczeństwo zbędnych represji karnych i nie był potrzebny do skutecznego działania grupy. Poza tym wystąpiłem przeciwko wikłaniu się grupy w sprawy M. Terleckiego, w sposób angażujący osoby postronne(22). Wystąpienie moje było przypomnieniem grupie tożsamości politycznej. Najpierw przegłosowano, że o. Ludwik może również głosować (jedynie przy moim sprzeciwie). Później, że będą wybory koordynatorów (przy tym samym sprzeciwie), a następnie dokonano w tajnym głosowaniu wyboru koordynatorów (przy moim wstrzymaniu się). Każdy mógł podać trzy nazwiska. Największą ilość głosów uzyskałem ja. Drugim i trzecim byli prawdopodobnie G. Grzelak, Z. Bradel lub A. Rybicki. W zamyśle o. Ludwika, aby wybory przyniosły zamierzony skutek, przynajmniej jednym z koordynatorów powinien zostać wysuwany przez niego "umiarkowany" J. Samsonowicz (najpewniej otrzymał tylko głos o. Ludwika i jeszcze jeden, których ja nie otrzymałem)(23). O. Ludwik obawiał się wzmocnienia mojej pozycji, co wynikało z dojścia do grupy M. Grzywaczewskiego, który zapowiadał się na dobrego praktyka politycznego i z którym dobrze się rozumiałem oraz z nastawienia A. Halla, G. Grzelaka i A. Rybickiego, którzy ze względów pragmatycznych byli gotowi mnie popierać. System koordynatorów nie zadziałał. Jednak sam fakt niefortunnych wyborów podważył zaufanie wewnątrz grupy.

Uważałem, że grupa powinna transformować się w sposób naturalny na zasadzie asymilacji i eliminacji. Nie musiało jednak oznaczać to zupełnego wykluczenia ze środowiska(24). Byłem za odsunięciem liberała W. Samolińskiego, przynajmniej na dalsze tło. Tak samo M. Terleckiego. A J. Samsonowicza zamierzałem przesunąć na pozycje sympatyka. Zaczęło jednak przeważać nastawienie, aby było jak najwięcej osób. To zaś groziło niedowładem kierownictwa w kolejnych etapach i brakiem przywództwa na miarę ruchu politycznego, bo o taki przecież nam chodziło. Wybiegając naprzód można powiedzieć, że poza okresem 1971 - 1972, kiedy faktycznie spełniałem taką rolę przy konsensusie kilku osób, grupa ta nigdy już nie wytworzyła kierownictwa na miarę swoich szkolnych marzeń i planów.

Przede wszystkim jednak nasilały się konflikty według kryteriów właściwych dla historycznego sporu między narodowcami a piłsudczykami. Przewijał się problem prymatu etyki w życiu osobistym i społecznym, idei nad polityką. Był to zaczątek konfliktów i różnic, które wyraźnie widać w deklaracjach i innych wystąpieniach w końcu lat 70. i na początku 80. Ujawniło się to już na wspomnianym spotkaniu z B. Cywińskim, później też w trakcie przyjazdów Mariana Barańskiego(25). Listopad - styczeń 1973 r. był okresem przejściowym. 13 lutego t.r. ostatecznie zerwałem znajomość z grupą. Nie był to konflikt tylko między mną a grupą, bo różnorodne problemy były wewnątrz grupy. Było to moje odejście z grupy, pomimo tego, że jeszcze miałem możliwość wpływu na jej oblicze i przyszłość. Miałem też poczucie odpowiedzialności za grupę, kolegów i przyjaciół. Życie jednak poświęca się dla idei, a nie władzy(26). Okres, w którym byłem w tej grupie, był okresem konstytuującym ten ośrodek.

Działałem nadal w DA (zaś grupa tworząca późniejszy Ruch Młodej Polski wycofała się(27)). W październiku 1973 r. do DA zgłosiła się zainteresowana polityką grupa uczniów III klasy I LO w Gdańsku. Byli to Wiktor Hajduk, Tomasz Hołdys, Marek Maryański [na któtko], Tomasz Potocki. Ówczesny duszpasterz o. Tadeusz Marek OP(28) zaproponował mi, abym włączył się w pracę tej grupy. W niektórych spotkaniach brał również udział Lech Wołowicz, mój kolega szkolny. Grupa ta od początku wykazywała bardziej integralne podejście do spraw Wiary, narodowych i innych. W drugiej połowie 1974 r. do grupy doszedł Krzysztof Kaletowski, później Wojciech Kloc (przejściowo był również Jerzy Hall). Byli oni z tego samego rocznika I LO, co W. Hajduk i inni. Stąd wywodzi się Niezależna Grupa Polityczna, utworzona w styczniu 1978 r., przekształcona w 1982 r. w Ruch Narodowy.

W latach 1973 - 1978 są jeszcze podejmowane próby "porozumienia" ze strony późniejszego RMP(29). NGP zarzuca RMP, że jego poglądy i działania pozorowane są na narodowe. To trzeba by jednak zanalizować odrębnie. Dokonać odniesienia historycznego i do rzeczywistości. Porównać poglądy na kolejnych etapach z tymi, które wywodzący się stamtąd działacze mają dziś.


1 Mieszkam w Sopocie. Na początku października 1971 r. o. Ludwik w zastępstwie odprawił, w sopockim DA, Mszę św. i przy okazji rozprowadził swój Program, na rok akademicki 1971/1972 (w szkole średniej brałem udział w rekolekcjach w diecezjalnym DA na "Czarnej" we Wrzeszczu). Podczas dyskusji, w kaplicy św. Jacka w Bazylice św. Mikołaja OO. Dominikanów, wystąpiłem przeciwko publicznemu usprawiedliwianiu aborcji przez jedną z uczestniczek dyskusji, która najpewniej jej dokonała. O dylematach można było rozmawiać, ale nie publicznie, przy innych młodych ludziach.

2 Mariusz Urban (biogram), Ruch Narodowy 1997.

3 Marzec 1968 r. nie był antykomunistyczny i w społeczeństwie był odbierany nieufnie. Wątpię, aby mógł on być doświadczeniem ideowym dla 15-latków w Gdańsku. Był to raczej problem pierwszego zjawiska politycznego, z jakim się zetknęli, będąc zresztą w różnych szkołach podstawowych. Nie można jednak wykluczyć identyfikacji kogoś w tym wieku, kto taką deklaruje, a co może być warunkowane powiązaniami rodzinnymi.

4 Podczas wystawy amerykańskiej na Politechnice Gdańskiej w 1971 r. do ambasadora USA podszedł A. Rybicki i przedstawił się jako reprezentant podziemnej, młodzieżowej organizacji, która chciałaby nawiązać współpracę. Ambasador zaproponował mu, aby zgłosił się do niego w ambasadzie, podając przy wejściu, że jest umówiony z nim w sprawie płyt (muzycznych).

5 Wkrótce jednak J. Molke ze względów charakterologicznych został bezkonfliktowo odsunięty. Wówczas nie był jeszcze agentem SB.

6 W relacjach tych pomijam sferę życia prywatnego i religijnego oraz zbędne charakterystyki członków grupy.

7 Jeszcze w połowie lat 70. A. Hall mówił, że gdyby był Mariusz, to nie byłoby tego bałaganu i przeciągania dyskusji po nocach (inf. Jerzego Halla).

8 Nie chcieliśmy być grupą kościelną, ani też wykorzystywać Kościoła do polityki, w sensie praktykowanym przez zwolenników teologii wyzwolenia. Na pierwszym spotkaniu o. Ludwik pożyczył mi polskie wydanie międzynarodowego czasopisma "Concilium", które było poświęcone zaangażowaniu Kościoła w Ameryce Południowej (wydawanie "Concilium" w Polsce zostało bodajże wstrzymane przez kard. Stefana Wyszyńskiego). Oddałem je z komentarzem, iż jest to przykład infiltracji Kościoła przez komunizm. Zaskoczyło to i zainteresowało o. Ludwika, który wypytywał czy nie należę już do jakieś grupy. Na kolejnym spotkaniu dał do zrozumienia, że ma kontakt z grupą młodzieży szkolnej o podobnych poglądach. Miało to miejsce przed zaproszeniem na spotkanie, o którym była już mowa.

9  Wiosną były też dwa wyjazdy do jego domku letniskowego nad jeziorem Mausz. Przepisywaliśmy tam ręcznie, na zmianę w trzy osoby, obszerne fragmenty z PSZ, dotyczące państwa podziemnego.

10 Później, podczas wakacji u Macieja Grzywaczewskiego, również u Jana Samsonowicza. Bywałem też w domach osób, z którymi współpracą grupa była zainteresowana, czyli u J. Samsonowicza (i jego żony, z którą często przychodził do o. Ludwika, gdzie ich poznałem), później u M. Grzywaczewskiego. Sporadycznie u Mariana Terleckiego i Zdzisława Bradela. Z ostatnim były również spotkania na mieście. Miejscem spotkań była też kawiarnia "Literacka". Nie wymieniam tutaj innych osób, które spotykałem w DA i poza nim, ale bez efektu ściśle politycznego. Znajomości te z racji koleżeństwa doceniałem.

11 Było to również odchodzenie od "postępowej" nowomowy. W Programie były jeszcze takie tytuły jak Rozwój nowym imieniem pokoju czy Chrześcijanin w społeczeństwie pluralistycznym światopoglądowo. My (o. Ludwik ze mną) wprowadziliśmy krótkie tytuły wywołujące temat np.: Wiara a rozum, ... a sumienie, ... a życie (przytaczam z pamięci, gdyż moje materiały w tym zakresie zostały skonfiskowane przez SB w 1983 r.).

12 O. Ludwik powiedział mi, że A. Pawlak, który ma rozsądnych rodziców, został wcześniej zwolniony z aresztu w zamian za obietnicę pomocy w wyjaśnieniu tej sprawy (Nr RSD 5Ds 13/72). Dalej, że A. Pawlak mówi o NN, że sypie. Odpowiedziałem, że nie wiem, czy sypie. Wiem, natomiast, że siedzi w areszcie, a ten, który o tym mówi jest na wolności za pomoc SB i nie przyszedł do Ciebie. Z całym szacunkiem do O. Ludwika zauważyłem, że jest on niekompetentny w takich sprawach.

13 Materiały polityczne oraz adresy i inne notatki wcześniej ukryłem. Zażądałem potwierdzenia przeszukania przez prokuratora, co otrzymałem (o. Ludwik nie zażądał, najpewniej ze względu na niepewny status prawny DA). Odmówiłem odpowiedzi na jakiekolwiek pytania dotyczące o. Ludwika. Odmówiłem podania nazwisk z DA, gdyż znam tylko niektóre imiona. Po okazaniu fotografii aresztowanych odpowiedziałem, że nie znam ani ich nazwisk, ani imion, ale przypominają oni komunistów, którzy przychodzili do DA. To ostatnie zdanie spowodowało zdenerwowanie esbeka i przerwanie przesłuchania. Później doszła informacja, że jeżeli znaleziono by coś na rewizji u Mariusza Urbana z Sopotu, to aresztowano by dziesięć osób. Warto wspomnieć, że na jednej z ogólnych dyskusji w DA, jeden z później aresztowanych zadał mi publicznie pytanie: czy ty jesteś antykomunistą? Na co odpowiedziałem, że jestem antykomunistą. Osoba zadająca pytanie była, bądź udawała zdziwioną.

14 Na pierwsze spotkanie z grupą M. Grzywaczewski i M. Terlecki zostali przywiezieni z Wrzeszcza do mnie, do Sopotu, samochodem przez W. Samolińskiego. W spotkaniu brali udział również A. Hall i A. Rybicki. Ten przykład również ukazuje, że życie polityczne grupy koncentrowało się poza DA. Jednym z argumentów praktycznych za wyprowadzaniem ludzi politycznych z DA była łatwość infiltracji tego miejsca przez SB.

15 Jeżeli chcecie trafić do więzienia, to proszę.

16 Do tamtej pory o. Ludwik nie był również u nikogo z nas w domu.

17 Notabene dzień wcześniej, 28 lipca t.r., w mieszkaniu rodziny M. Grzywaczewskiego na ulicy Mokotowskiej, gdzie zatrzymaliśmy się, doszło do burzliwej dyskusji ideologicznej.

18 Odmienne opinie mogą wynikać z przenoszenia doświadczeń późniejszych do okresu wcześniejszego.

19 "Górka" była to potoczna nazwa lokalu DA, na I piętrze klasztoru. Trzy pokoje, w tym cela duszpasterza. Msze św. akademickie były odprawiane w Bazylice. Prelekcje odbywały się w kaplicy św. Jacka, a TD w Bazylice. Niektóre spotkania w stolarni, za prezbiterium, i niekiedy w salce katechetycznej na I p. Spotkania z o. Ludwikiem, z gośćmi po prelekcjach odbywały się na "Górce". Określenie to stosuje się również do całego DA.

20  Mogło to mieć miejsce już po formalnym odejściu o. Ludwika z Gdańska.

21 Na plebani parafii pw. Matki Boskiej Bolesnej. Ks. S. Szarowski na soboty wyjeżdżał na Kaszuby. Po wyjeździe o. Ludwika miały tam odbywać się spotkania z udziałem gości przyjezdnych. Pozostałe kontakty odbywały się bez zmian w mieszkaniach prywatnych. Zatem spotkania grupy w mieszkaniu J. Samsonowicza nie należy wiązać z wyjazdem z Gdańska o. Ludwika, ale z moim odejściem z grupy.

22 Na tym spotkaniu był obecny Jędrzej Smulkowski z Gdyni, członek warszawskiego KIK-u; był on znajomym rodziny Terleckich. Były tam odczytywane jakieś listy w sprawie M. Terleckiego. W każdym razie zaproszenie osoby postronnej na takie spotkanie było ze strony o. Ludwika nadużyciem. Stanowiło to złamanie reguł działania tego rodzaju grupy jaką byliśmy. W mojej ocenie była to, wówczas nieudana, próba wprowadzenia czynnika zewnętrznego, o innej orientacji politycznej, w nasze sprawy organizacyjne. Inną jest sprawą, że przy wyraźnie przeciwnych poglądach J. Smulkowski pozostał w mojej pamięci jako człowiek prawy. Miałem z nim później przejściowy kontakt.

23 Rocznik 1944, czyli znacznie starszy od pozostałych członków grupy. Miał zainteresowania literackie. Nie był on konfliktowy i to było jego atutem, ale nie miał umiejętności jasnego stawiania i rozwiązywania problemów. W 1983 r. znaleziono go powieszonego na drucie kolczastym, na murze Stoczni Gdańskiej. Kwestię związku śmierci J. Samsonowicza z próbą wyjaśnienia rozliczeń finansowych porusza Andrzej T. Jarmakowski, w połowie lat 70. związany z środowiskiem tworzącym później Ruch Młodej Polski, w artykule Był taki jeden, co o rozliczenie pytał, czyli historia związkowych pieniędzy, opublikowanym w, ukazującym się w USA, polonijnym piśmie "Relax" (nr 47, 21 XI 1992, s. 8-9). W sprawie śmierci śp. Jana Samsonowicza nie znane mi jest stanowisko RMP, czy też jego kolegów z początku lat 70.

24 Wcześniej w zasięgu grupy starałem się utrzymać J. Młynka i A. Stilera.

25 Nawiązał z nim kontakt W. Samoliński na pielgrzymce na Jasną Górę w sierpniu 1972 r. M. Barański wnosił ciekawe informacje i materiały. Jednak swą postawą i sposobem bycia odstręczał od głoszonych poglądów i współpracy. Zainteresował się kontaktem ze mną, jako mającym poglądy narodowe. Chodziło o moje stwierdzenie, że można co najmniej powiedzieć, że Żydzi nie odgrywali pozytywnej roli w historii Polski, choćby z powodu niedopuszczenia do rozwoju polskiego mieszczaństwa. Gdy następnego dnia odbierałem od niego klucze od mieszkania ks. S. Szarowskiego, w którym nocował, zaproponował mi rolę swojego agenta w tej grupie. Na co odpowiedziałem, że może odejdę z tej grupy, ale na pewno nie będę w niej agentem.

26 Na jednej z pielgrzymek na Jasną Górę na początku lat 80. (chyba w 1984 r.) o. Ludwik powiedział (prywatnie): podziwiam Mariusza, że wyrwał się "bandzie" Olka, ale w polityce niczego nie osiągnie.

27 Później etapami powróciła, razem z J. Molke, który dawał odczyty z "prawdziwej historii Polski" i drukował "na Okopowej", a który wcześniej został z mojej inicjatywy usunięty, gdy poznałem grupę.

28 Był w Gdańsku od października 1972 r. do kwietnia 1974 r.

29 Było ich kilka. Najpoważniejsza miała miejsce w końcu sierpnia 1975 r. Później była w połowie stycznia 1977 r. I jeszcze w listopadzie 1978 r. Ta ostatnia za pośrednictwem Antoniego Wręgi, który około 1975 r. nawiązał ze mną kontakt, jako student historii UG.


Ruch Narodowy
skr. poczt. 55
81-701 Sopot 1
e-mail:
poczta@RuchNarodowy.pl
http://www.RuchNarodowy.pl