Od: "Mariusz Prokopczyk" mapro@k...
Do: "lista Nasza Polska" naszapolska@y...; "lista OrdWyb" ordwyb@y...
Temat: [nasza polska] Krajski, elity i JOW (1)
Data: 25 października 2003 10:50

Z dużym zainteresowaniem przeczytałem pierwszą część
artykułu Stanisława Krajskiego pt. "Polska - I co dalej?"
( http://www.krajski.com/trwam2.htm ). Poniżej staram się
wtrącić parę własnych refleksji w tym temacie jakie nasunęły
mi się podczas jego czytania. Najpierw wypadałoby jednak
odpowiedzieć sobie na dość podstawowe pytanie:

Po co nam elity, tj. jaką rolę winny one spełniać
w społeczeństwie?
-------------------------------------------------

Zacznę może od dość trywialnego ale mimo to pouczającego
przykładu-żartu, z którym kiedyś spotkałem się w pracy.
Może niejeden z Państwa już się z nim spotkał, tak że
z góry przepraszam jeżeli zgubię pełny dowcip, moja wersja
bowiem jest nieco skrócona i może przekręcona, bo przytaczam
ją z pamięci, ale morał ciągle pozostaje ten sam.

Otóż sprzeczały się różne części ciała które z nich jest
najważniejsze i powinno zostać szefem. I tak mózg mówi że
on jest najważniejszy bo wszystkim kieruje i koordynuje.
Ręce i nogi mówią że gdyby nie one to całe ciało byłoby
zupełnie bezradne i bezbronne. Na to buzia - no tak ale
bezemnie to byście wszyscy z głodu zdechli. Oczy się
odzywają przypominają o sobie że gdyby nie one to nie
byłoby wiadomo nawet jak znaleźć pożywienie czy przed
kim bądź przed czym się bronić. Ciągle zapracowane serce
też w końcu się upomniało - no ale gdyby nie ja to wy
wszyscy byście dawno poumierali. Te całe kłótnie tak
w końcu wkurzyły odbyt którego nikt nigdy słuchać nawet
nie chciał i najbrudniejszą robotę na niego zwalał że
ten zacisnął się tak mocno że mózg zupełnie osłupiał,
oczy wyszły z orbit, gęba zastygła w rodziawieniu, ręce i
nogi sparaliżowało, a serce tak się rozkołatało że wszyscy
zgodnie okrzyknęli odbyt szefem.

Morał z tego jest ponoć taki - że nie trzeba być mózgiem
żeby być szefem, wystarczy być odbytem. (Ang. odpowiednik
tej częci ciała ożnacza człowieka bez zasad i skrupułów.)
Przepraszam bardzo jeżeli komuś mój przykład wyda się
prymitywny czy wprost wulgarny.
Napewno jest z życia wzięty. :-)

Ale ów dowcip ma niewątpliwie pouczające znaczenie i
dla nszej rozmowy o elitach. Nie wystarczy bowiem
mieć aspiracje do bycia elitą, trzeba umieć jeszcze
zdobyć sobie wpływ na społeczeństwo i koordynować tak
jego działaniami, aby wszystkie jego części rozumiało
i chciało spełniać stawiane przed nim zadania.
Skoro bowiem uznamy że elity w społeczeństwie winny
spełniać funkcje kierujące i koordynujące jego działania,
to łatwo zauważyć że jeżeli owo społeczeństwo zatraci
rozumienie jakie to cechy i zdolności są do tej funkcji
potrzebne, to bardzo łatwo może okrzyknąć niejeden taki
odbyt na swojego szefa.

Na co ten przykład niejako zwraca uwagę to na fakt
że w zasadzie nie mogą istnieć:

1. zdrowe elity w chorym społeczeństwie, bo chore
społeczeństwo ma tendencje nie dopuszczać swoje zdrowe
elementy do sprawowania kierowniczych funkcji, chyba że
przypadkiem. Będą więc to w efekcie elity tylko z nazwy,
ale nie z normalnie pełnionych funkcji.

2. zdrowe społeczeństwo przy chorych elitach, bo ogłupiające
i dezorganizujące działania tych pierwszych jak owo
paraliżujące w skutkach zamknięcie się odbytu będzie
wymuszało na owym społeczeństwie błędne czy wymuszone
decyzje.

Jeżeli więc chcemy wyprowadzić społeczeństwo z choroby
to wszelkie działania muszą być równoległe, tj. elity
muszą siebie i owo społeczeństwo doskonalić w rozumieniu
jakie funkcje pełnią w nim różne jego elementy i wiedzieć
jak nimi pokierować aby zapewnić harmonię tego współdziałania,
jak i samo społeczeństwo winno być uświadamiane bądź starać się
uświadamiać same siebie, aby rozumienieć kto i dlaczego działa
na jego korzyść i komu niejako może zaufać, jak również kogo
z siebie wybrać do takiej kierującej roli.
Owe działania więc winny wychodzić tak od góry jak i od dołu
jednocześnie, jedne w drugich muszą nauczyć się odnajdywać
przyjaciela i sprzymierzeńca.

Pan Bogusław Zbijewski w swoim komentarzu do omawianego
artykułu Stanisława Krajskiego bardzo trafnie zauważył,
że w tej sytuacji gdy nie potrafimy zidentifikować w sobie
przyjaznych nam elit, elit o których możemy powiedzieć że
je chociaż po części znamy że są dobre, nam przyjazne i
warte zaryzykowania wyboru na stanowisko, nic nam po nawet
najpiękniejszej strukturze wyborczej. Zwolennicy JOWu
w swojej naiwności często bowiem sądzą że ich sposób
ordynacji pozwoli im wyłonić właśnie pożądaną elitę.
Nie wiedzą jeszcze sami na kogo będą głosować (poza
takimi jak oni zwolennikami), nie wiedzą jaką drogą dotrzeć
do potencjalnych wyborców, ale najbardziej już są przekonani
że to będzie lekarstwo na wszystkie bolączki.

Tymczasem sama ordynacja wyborcza o ile winna pozwalać
nam na wybór owych już wcześniej zidentifikowanych
pozytywnych elit na naszych reprezentantów, jest systemem
za mało elastycznym, aby być skuteczną metodą ich
identyfikowania czy wyłaniania. Ona może być użyta jedynie
jako metoda weryfikacji wcześniej już wyłonionych kandydatów,
w przeciwnym wypadku raz że zbyt dużo ryzykujemy oddając
swój głos na nieznanego nam kandydata, a dwa w taki sposób
możemy całe życie spędzić na próbach znalezienia kogoś
godnego naszego zaufania i to zupełnie bez rezultatu.

No i w końcu nasze elity to nie tylko przecież ludzie
wybierani na stanowiska w struktury rządowo-administracyjne.
Ja nawet bym powiedział, że to przede wszystkim winni
być ludzie zajmujący ważne, niejako uprzywilejowane
autorytetem stanowiska w narodzie którzy wykazują
zainteresowanie Państwem i Narodem, i poczuwają się do
odpowiedzialności za jego losy, ale nie koniecznie
w sprawowaniu tej władzy biorący udział. Będzie to więc
ta najbardziej żywa kadra akademicka i nauczycielska,
duchowieństwo, lekarze, prawnicy itp. Przed nimi stawia się
zadania bycia pomocą i przykładem dla całej reszty, bowiem
ich rola wydaje się być w społeczeństwie najbardziej istotna.

A jaka jest najczęściej rzeczywistość? Sądziowie i prawnicy
to z reguły najbardziej skorumpowane środowisko. Lekarze
zainteresowani są najczęściej własnym dorobkiewiczostwem.
Duchowieństwu brak inicjatywy, brak siły która by kształtowała
społeczeństwo, często jak nie oderwane od rzeczywistości to
właściwie podporządowujące się w postawach środowisku w którym
ono przebywa. Nauczyciele i akademicy, mimo że często jest to
najbardziej myśląca i świadoma swych celów grupa społeczna
to z reguły sprowadzona jest do roli biednego służącego i
wasala wypełniającego życzenia płynące od góry.

Tak więc dopóki nie potrafimy przywrócić tym warstwom
właściwych funkcji, doputy trudno będzie mówić że mamy
zdrowe elity. Oczywiście całe sprawa jest zamkniętym
obiegiem, bowiem nie posiadając elit trudno nam będzie
doprowadzić do ich uzdrowienia. Potrzeba jest więc
znalezienia również innej metody, nie tylko ordynacji
wyborczej na identyfikację owych elit.
Nasuwa się więc kolejne pytanie:

Jak tworzyć i odkrywać prawdziwe elity?
---------------------------------------

Wiadomo że od czegoś trzeba zacząć, ale od czego?
Na wiele ważnych spraw zwrócił uwagę Stanisław Krajski
w swoim artykule. Według mnie najważniejsze jest
opracowanie planu działania, znalezienia osób które
by takie plany były gotowe aktywnie poprzeć i je
urzeczywistniać również w działaniach politycznych,
no i w końcu znaleźć metody aby z tymi planami i
osobami dotrzeć do spełeczności i przekonać ją aby
była ona gotowa na tych ludzi głosować.

Tu chciałbym raczej wspomnieć o jednym warunku
bez którego moim zdaniem ów pełny rozwój elit
nie będzie się w stanie zrealizować.

Niestety nie ma innej drogi poznawania ludzi i ich
poglądów jak ta poprzez którą poznajemy całą inną
rzeczywistość. Odbywa się więc to albo na drodze
bezpośredniej, albo poprzez komunikację pośrednią,
czyli to co przeczytamy, usłyszymy, czy zobaczymy
w wirtualnym świecie mediów, chyba najczęściej mediów
masowego przekazu. To one są więc drogą kształtowania
świadomości statystycznego obywatela, a statystyczny
w demokracji znaczy generalnie tyle co w oparciu o
którego rządy są sprawowane. I to jest ta właśnie
przyczyna dlaczego kontrola środków masowego przekazu
oznacza w demokracji skuteczną kontrolę nad sprawowaniem
władzy i przyczyna dlaczego tak często podkreślam że
tak ważny jest sprawiedliwy dostęp do mediów przez
wszystkie zainteresowane partie jeżeli chcą one móc
mieć wpływ na obywateli i odgrywać jakąś rolę w polityce,
czyli liczyć się. Bez tego dostępu do środków masowego
przekazu nie można więc nawet mówić o posiadaniu
jakichkolwiek elit, bowiem termin elita w samej swej
definicji oznacza tych którzy mają możliwość kierowania
i kształtowania postaw społeczenych i politycznych,
a bez środków komunikacji tego się nie da zrobić.

Bez posiadania dostępu do środków masowego przekazu
trudno jest więc mówić o kształtowaniu jakichkolwiek
elit. Nasza sytuacja jednak w porównaniu z innymi
krajami wcale nie jest taka zła, posiadamy bowiem
nie tylko cały szereg często spierających i oskarżających
się ośrodków prasowych i politycznych, ale posiadamy
również Radio Maryja, Nasz Dziennik a od niedawna również
telewizję TRWAM. Nic dziwnego więc że doprowadzają one
przeróżnych kacyków i globalistów do białej gorączki.
Jeżeli więc chcemy stworzyć jakieś własne patriotyczne
elity to napewno nie możemy tej danej nam szansy
w tych mediach zaprzepaścić.

Czy oznacza to zatem że ordynacja nie ma żadnego wpływu
na układ sił politycznych i sposób sprawowania władzy?
Nic bardziej błędnego. Ordynacja określa sposób jaki
przeciętny obywatel może(!) mieć wpływ na to co dzieje
się w polityce. Może jednak nie oznacza że ma. Im ta
rola przeciętnego obywatela jest bardziej ograniczana
czy spychana na margines, tym wzmacnia się znaczenie
owej statystycznej większości, czyli w rezultacie
znaczenie sprawujących kontrolę nad ich świadomością.
Jakie elementy ordynacji odgrywają jaką rolę w tym
powyższym tutaj balansie wpływów to oczywiście sprawa
do oddzielnej analizy i dyskusji. JOW w wyborach
parlamentarnych na tym polu jest niestety jednym
z najgorszych rozwiązań, faworyzujących jedynie
najsilniejsze dwie partie i pozostawiających wszelkie
mniejsze ugrupowania praktycznie bez prawa do głosu
czyli na łasce i niełasce owej panującej większości.

pozdrawiam

Mariusz Prokopczyk

PS. Aby nie odkładać na dłużej swojego głosu w tej
dyskusji zdecydowałem się podać Państwu chociaż jej
pierwszą część. Kolejna jest w przygotowaniu.


Kolejna wypowiedź

Poprzednia wypowiedź

Powrót do spisu treści


Ruch Narodowy
skr. poczt. 55
81-701 Sopot 1
http://www.RuchNarodowy.pl
e-mail:
poczta@RuchNarodowy.pl