Materiał dyskutowany w środowisku studenckim we Wrocławiu w maju 1989 r., dotyczący nurtu liberalnego


(zapisu dokonał Ruch Narodowy - oprac. Bogusław Zbijewski, konsult. Mariusz Urban)


Coraz bardziej widoczne jest narastanie kryzysu w Polsce. Na podłożu tego kryzysu, przy poparciu ośrodków, u których zadłużył się rząd PRL, we władzy nastąpiło przesilenie, któremu początek dało prowokacyjne zamordowanie ks. Jerzego Popiełuszki i zmiany personalne jakie po tym wydarzeniu nastąpiły. Przesilenie to charakteryzuje się przejęciem kontroli nad państwem przez grupę partyjnych liberałów.

Wywodzi się ona z resztek ekipy stalinowskiej, młodych działaczy partyjnych tamtego okresu, oraz kręgu klanów rodzinnych, z których wywodziła się elita intelektualna stalinizmu. Ich dzisiejszy liberalizm jest formą przystosowania się do potrzeb bieżącej polityki. Za przywódcę tej grupy uważany jest obecnie Mieczysław F. Rakowski.

Ich wpływy widoczne są nawet dla pobieżnego obserwatora. Osobistym doradcą I Sekretarza KC PZPR [Wojciecha Jaruzelskiego] jest przyjaciel M. F. Rakowskiego, Wiesław Górnicki. Znaczącą rolę polityczną odgrywają tacy bliscy współpracownicy M. F. Rakowskiego jak: Daniel Passent, Krzysztof T. Teplitz, Jerzy Urban, Stanisław Podemski... M. F. Rakowski posiada poparcie kół zbliżonych do trockizmu w Związku Radzieckim, co ujawniło się w zaproszeniu go do Moskwy, zanim jeszcze został premierem, a później w wywiadzie z nim, opublikowanym przez radziecki tygodnik "Nowoje Wremia", a następnie w awansie (przy poparciu tych samych kół) na stanowisko premiera[1]. W awansie tym pomagała M. F. Rakowskiemu także część opozycji[2].

Przejęcie kontroli nad aparatem władzy przez grupę M. F. Rakowskiego doprowadziło do przemiany w środowiskach opozycyjnych. Tak zwana opozycja demokratyczna podzieliła się na dwa odrębne nurty. Jeden, to tradycyjni "liderzy" opozycji wywodzący się z grupy "komandosów" marcowych i środowisk im bliskich. Ich główny atut, to powiązania z lewym skrzydłem aparatu władzy datujące się jeszcze z okresu stalinowskiego. Siłą ich są także powiązania ze światowymi ośrodkami polityki żydowskiej, oraz poparcie propagandowe zachodnich radiostacji polskojęzycznych, w których pracuje wielu ich towarzyszy z lat sześćdziesiątych. Drugi nurt wywodzi się z grupy działaczy niższego i średniego szczebla "Solidarności", wśród których, odsetek sympatyków nacjonalizmów obcych Polsce jest nieporównanie mniejszy niż w nurcie opisanym wyżej. Tu natomiast jest wielu zwolenników "politycznego romantyzmu". Nie mają oni powiązań z aparatem władzy, a poparcie ze strony zachodnich środków przekazu jest dla nich znacznie mniejsze. Słabością tego nurtu jest brak ludzi uformowanych politycznie, z czym wiążą swoje nadzieje na przyszłość Bronisław Geremek, A. Michnik, Aleksander Hall i inni, na wypadek gdyby układy z M. F. Rakowskim nie powiodły się.

B. Geremek, A. Michnik, J. Kuroń, K. Modzelewski..., niegdyś najbardziej radykalna grupa w "Solidarności", dokonali w niej zamachu stanu, odsuwając od wpływów wielu działaczy pochodzących z wyboru - niegdyś bardziej niż oni umiarkowanych. Obecnie grupę odsuniętych działaczy nazywa się radykałami, mając im za złe, że nie chcą zgodzić się na kolaborację z partią, w której do władzy doszli sympatycy i dawni koledzy partyjni B. Geremka, Stefana Bratkowskiego, K. Modzelewskiego, J. Kuronia... J. Kuroń usiłuje przy pomocy Lecha Wałęsy (jak go sam nazwał: "sierżanta w okopach") oraz przy dyskretnym wsparciu aparatu władzy, spacyfikować niechętnych sobie działaczy, gdyż dłuższy konflikt może przyspieszyć wybuch społeczny, który w swych skutkach może zmieść ze sceny politycznej zarówno "ekipę Kuronia", jak i "ekipę Rakowskiego". Świadomość tej groźby kazała części tego układu zdystansować się od bezpośredniego udziału we władzy - czyli kandydowania w wyborach (Tadeusz Mazowiecki, Marcin Król, A. Hall, Zbigniew Bujak, W. Frasyniuk...). Należy także mieć na uwadze penetrację innych środowisk, co jest odrębnym tematem.

Na takim podłożu wypływają na powierzchnię życia politycznego po stronie opozycji pewne mutacje ruchu liberalnego. Powstały w kraju trzy środowiska o takim odcieniu: krakowskie, warszawskie, i wrocławskie. Dwa z nich, warszawskie i wrocławskie, zjednoczyły się tworząc Ruch Polityki Realnej. Środowisko krakowskie wolało zachować samodzielność ograniczając się do nieformalnego współdziałania z RPR, do którego przystąpił konserwatysta z Poznania. Łącznie deklarację założycielską podpisało dziesięć osób.

Powołanie RPR zostało natychmiast zauważone przez oficjalne publikatory z "Trybuną Ludu" na czele. Inicjator RPR, Janusz Korwin Mikke, w ostatnim okresie opublikował na łamach oficjalnej prasy krajowej wiele artykułów propagujących typowy dla liberalizmu sposób widzenia. Wspomina również o nim od czasu do czasu Radio Wolna Europa. Reklamowała go też "Polityka", to krytykując, to przypominając jego udział w wydarzeniach marcowych[3]. Przypomnienie przez "Politykę" udziału J. K. Mikkego w protestach studenckich z marca 1968 r. jest szczegółem, na który trzeba zwrócić uwagę, bo zbiegło się z publicznym wystąpieniem J. K. Mikkego nieprzychylnym dla państwa Izrael. Stosunek proizraelskiej "Polityki" do J. K. Mikkego może wskazywać, że pozostawiany mu margines swobody działania jest dość duży[4].

O powiązaniach J. K. Mikkego, niegdyś członka Stronnictwa Demokratycznego, może świadczyć fakt, że jednym z sygnatariuszy RPR jest Stefan Kisielewski. Ścisły współpracownik filożydowskiego "Tygodnika Powszechnego", polecony Jerzemu Turowiczowi przez Czesława Miłosza, który w tym czasie (okres bezpośrednio powojenny) był dygnitarzem komunistycznym. S. Kisielewski, "publicysta katolicki", wielokrotnie wyszydzał przeciwników masonerii - zorganizowanego przeciwnika Kościoła Katolickiego. Ten "katolicki" publicysta w wywiadzie dla pronowskich "Konfrontacji" (nr 3/88) zaleca Polsce rewolucję kulturalną na wzór tej, jaką przeprowadził Ataturk w Turcji, a polegającą na zamknięciu meczetów (u nas kościołów) i odcięciu się od narodowej i religijnej tradycji. Zaleca też S. Kisielewski w tym wywiadzie aby uczynić z Polski pole doświadczalne dla pieriestrojki w Związku Radzieckim. (Czy za mało eksperymentowano na polskiej gospodarce do tej pory?) Przed wojną był S. Kisielewski aktywistą "Buntu Młodych" - niedużej zorganizowanej grupy lewicowo-konserwatywnej o sympatiach promasońskich. Byli oni także sympatykami sanacji. Wywodzili się częściowo od krakowskich Stańczyków. Warto przypomnieć niektórych z członków tej grupy aby wyraźniej wskazać na szersze powiązania pośrednie J. K. Mikkego.

Jerzy Giedroyć - szef antykościelnej paryskiej "Kultury", której niektóre posunięcia Kardynał Stefan Wyszyński określał jako: strzały zza paryskiego płota. J. Giedroyć, to postać znana i nie wymaga przedstawiania.

J. Turowicz - członek IDOC (Międzynarodowe Centrum Dokumentacji Kościelnej) organizacji, która w czasie II Soboru Watykańskiego była transmisją wpływów rozkładowych. Jest też J. Turowicz zwolennikiem ugody między Kościołem a masonerią. p. J. Turowicz, [...] przewodząc oficjalnej polskiej prasie katolickiej [...] jednocześnie związał się z wojująco synkretyczną Światową Konferencją ds. Religii i Pokoju (WCRP) [...] a także jest członkiem Braterstwa Phi-Kappa-Theta. Należy wątpić, że tylko do tego braterstwa p. J. Turowicz należy. Za cóż, bowiem, tak odległy Uniwersytet w Yale (USA) - gniazdo masońskich szermierzy The Order - nadałoby mu tytuł doktora h.c.? Co więcej, brat J. Turowicz coraz natarczywiej kręci się wokół biura Księdza Prymasa[5]. Dodajmy, że J. Turowicz został redaktorem "Tygodnika Powszechnego" dzięki poparciu osławionego Jakuba Bermana. Wypada też zwrócić uwagę na wypowiedź znanego historyka zajmującego się badaniem najnowszej historii Polski. Oto co powiedział ten badacz w oparciu o dokumenty archiwalne uzyskane w źródłach kościelnych: byli blisko Prymasa [Ks. Kard. Stefana Wyszyńskiego] ludzie tacy jak Andrzej Micewski, Stomma czy Turowicz - którzy grali własną grę i mimo deklaracji związku z Kościołem popierali politykę władz. Okazało się też - co potwierdzają dokumenty - że działali oni poza plecami Prymasa nawet w Watykanie. Uważali podobnie jak partia, że Wyszyński jest konserwatystą. Jeśli tak robi I Sekretarz, ja to rozumiem. Ale oni mienili się przyjaciółmi Prymasa. Znalazłem notatkę Wyszyńskiego z pytaniem o te sprawy do Jerzego Turowicza: "Czy wyście to robili? On odpowiedział: Nie. Prymas dopisał: Czy on musi koniecznie kłamać?" [...] teraz Turowicz i Micewski są bohaterami. Przez wielu traktowani są jak święci, a świętymi nie są. [...] Byłem na tyle rzetelny, że poszedłem do Stommy i pytałem o to jak było. Niech pan o tym zapomni - poradził mi. Turowicz powiedział mi: niech pan spyta Stommy. Postanowiłem więc opublikować całość. Niech tłumaczą[6].

Do grupy "Buntu Młodych" należał też Kazimierz Studentowicz, współpracownik Janusza Zabłockiego, a także konsultant na obszar Polski masońskiego towarzystwa: Inicjatywy Planetarnej. Byli też w "Buncie Młodych" Józef Winiewicz i Ksawery Pruszyński - po wojnie dygnitarze dyplomacji PRL.

Dodać należy, że wśród działaczy "Buntu Młodych" był też wspomniany wyżej St. Stomma, współpracownik "Tygodnika Powszechnego" i członek rady programowej pisma "Res Publica", w której współpracuje on m.in. z Michałem Bristigerem, ex "komandosem", synem sławetnej wspólniczki J. Bermana, płk UB Julii Luny Bristiger[7]. St. Stomma, germanofil, jest także organizatorem i "opiekunem" klubu "Dziekania" współpracującego z warszawskim KIK[8]. "Dziekania" finansowana jest przez "Libellę" J. Zabłockiego. Tę samą, która finansuje tygodnik J. Zabłockiego "Ład", na łamach którego, J. K. Mikke był do niedawna stałym publicystą. Z "Dziekanią" współpracuje środowisko A. Halla reprezentującego uwspółcześniane koncepcje piłsudczykowskie. A. Hall i jego środowisko nie kryją się zbytnio z sympatiami wobec J. Kuronia - ze wzajemnością. Błędem byłoby nie wspomnieć, że na spotkaniach w klubie "Dziekania" bywa także bliski przyjaciel M. F. Rakowskiego, z-ca redaktora partyjnej "Polityki", D. Passent. Warto też wspomnieć o innym znajomym J. K. Mikkego i D. Passenta bywającym w klubie "Dziekania", Aleksandrze Paszyńskim, wraz z którym J. K. Mikke zainicjował powołanie Towarzystwa Gospodarczego w Warszawie. A. Paszyński, to przyjaciel i były z-ca M. F. Rakowskiego na stanowisku redaktora "Polityki". Po marcu 1968 r. był A. Paszyński opiekunem tzw. skrzywdzonych działaczy. W latach gierkowskich działalność A. Paszyńskiego spotykała się z pochwałami S. Kisielewskiego na forum warszawskiego KIK. Po wystąpieniu z redakcji "Polityki" i przejściu na tzw. emigrację wewnętrzną - co miało być aktem protestu - A. Paszyński został doradcą ministra Stanisława Kukuryki (budownictwo)[9]. Ciekawa to forma protestu. Należał też do inicjatorów powołania Spółdzielni Mieszkaniowej "Murator", której działalność miała na celu wybudowanie osiedla domków jednorodzinnych w Warszawie, na Saskiej Kępie, dla dziennikarzy znanych ze swych powiązań z KOR i "Solidarnością" oraz tych, którzy po wprowadzeniu stanu wojennego przeszli do podziemia lub, jak sam A. Paszyński, na "emigrację wewnętrzną". Można by wskazać na wiele innych powiązań J. K. Mikkego. Wskazaliśmy na niektóre, by nie odchodzić zbyt daleko od głównego nurtu szkicując "drugie tło", na którym wypłynął J. K. Mikke i ruch liberalny. Należy jednak wspomnieć o udziale krajowych liberałów w liberalnej międzynarodówce czego objawem był m.in. udział w kongresie tej międzynarodówki w Pizie jesienią 1988 r.[10]

O powołaniu Ruchu Polityki Realnej jego sygnatariusze poinformowali kolportując pięciostronicowy dokument (maszynopis powielany) zawierający: oświadczenie, program, deklarację i statut. To wszystko na wspomnianych pięciu stronach, a więc zwięźle. Samo wykonanie dokumentu nie robi dobrego wrażenia - jest niestaranne. Można było nawet usłyszeć z niektórych kręgów opinię, że jest to zrobione niechlujnie, że było pisane w pośpiechu, na kolanie.

A co proponował ów dokument od strony merytorycznej?

W deklaracji stwierdzono: sądzimy, że Ruch będzie pepinierą różnych ugrupowań politycznych mieszczących się w tradycyjnym kręgu konserwatystów, liberałów, ludowców, monarchistów i narodowców. Idea ta, wyraźnie, zapożyczona jest od ruchu wolnomularskiego, który zawsze miał ambicje skupiania w swych szeregach aktywniejszych jednostek z różnych środowisk politycznych i zacierania różnic między tymi środowiskami. Starał się też zawsze być ową pepinierą (szkołą przyszłych kadr) dla różnych ugrupowań politycznych, co dawało mu szerokie wpływy polityczne.

Dziwnie brzmi zdanie z deklaracji: Za najważniejsze uważamy przemiany społecznego morale, zatrutego płynącą ze wszech stron propagandą. Brak określenia jaka to propaganda zatruwa społeczne morale, nakazuje widzieć winowajczynię także w propagandzie liberałów. Dalej mamy stwierdzenie: w walce o to ważniejsze są środki niż cele. A przecież polityka polega na dążeniu do określonego celu. Nie można więc stawiać środków nad celami, lecz dbać trzeba, aby stosowane środki były godziwe. Hasło: Będziemy domagać się [...] pełnego wycofania się państwa z działalności gospodarczej brzmi utopijnie. Gospodarka narodowa jest jednym z podstawowych elementów funkcjonowania państwa. Zabezpiecza bowiem byt ekonomiczny narodu oraz suwerenność. Stąd też kierujący państwami muszą wpływać na gospodarkę. Próba oddzielenia państwa od jego gospodarki jest nonsensem. Działanie takie ma między innymi na celu sprowadzenie władzy do roli atrapy pozbawionej możliwości rzeczywistego sprawowania władzy, która byłaby w istocie sprawowana przez zakulisowe siły ponadnarodowe.

Program RPR ułożony jest w punkty, z których jeden mówi o religii. Zawarte są w nim sprzeczności typowe dla liberałów. Zapewniają oni, że będą pamiętali, iż kultura nasza jest katolicka. W następnym jednak zdaniu zobowiązują się, że będą oni popierać rolę Kościołów. Sprzeczność między kulturą katolicką, a rolą Kościołów (w liczbie mnogiej) nie jest przypadkowa. Tym bardziej, że w następnym zdaniu mówi się, że Kościół musi być oddzielony od państwa, a zasada wolności sumienia zagwarantowana. Stanowisko liberałów jest w tej sprawie zbieżne ze stanowiskiem obecnych władz.

Dziwnym przykładem twórczości politycznej jest punkt programu mówiący o roli władz. Czytamy w nim: Władze powinny zostać zdecentralizowane i ustawione tak, aby się wzajemnie kontrolowały i ograniczały. Zasadniczym celem władzy wyższej jest obrona obywatela przed samowolą władzy niższej. Tak twierdzą liberałowie. A przecież zadaniem władz jest kierowanie państwem; organizowanie i koordynowanie różnych dziedzin życia zbiorowego narodu; zagwarantowanie prawa, ładu i porządku, oraz zapewnienie państwu suwerenności i bezpieczeństwa. Władza winna być jednolita i sprawna. Liberałowie tego nie rozumieją (?), bądź celowo dążą do osłabienia państwa. Twierdzenie, że władze winny się wzajemnie ograniczać w działaniu jest w sobie sprzeczne. A to, że zasadniczym celem władzy wyższej jest obrona obywatela przed samowolą władzy niższej, jest nonsensowne. Po takich deklaracjach nie jest rzeczowe mówienie, że: Władza powinna zostać wzmocniona.

Jednakże oprócz rzeczy niepoważnych są w programie liberałów treści, które z punktu widzenia interesów narodu polskiego uznać należy za złowieszcze, bo godzące w integralność państwa. Jest bowiem w tym programie nietrudny do zauważenia zamiar dążenia do rozbicia państwa polskiego na coś w rodzaju niemieckich landów: Poszczególne Ziemie powinny mieć prawo stosowania własnych systemów prawnych i penitencjarnych; władze powinny zostać zdecentralizowane i ustawione tak, aby się wzajemnie kontrolowały i ograniczały [...] poszczególne władze lokalne powinny móc wprowadzać własne policje i systemy milicji obywatelskich oraz ewentualnie policji prywatnych. Czyżby chodziło o powrót do znanego z historii okresu rozbicia dzielnicowego? A może liberałowie chcą sprowadzić nam jakichś "nowych Krzyżaków"?[11]

Należy zwrócić uwagę na jeszcze jedno stwierdzenie: Stosowanie kary śmierci powinno zostać ograniczone. Formułowanie postulatów, które ujmuje się w program działania ruchu politycznego, jest jednoczesnym dokonywaniem ocen stanu faktycznego. Tak więc umieszczenie postulatu mówiącego o potrzebie ograniczenia stosowania najwyższego wymiaru kary, jest jednoczesnym stwierdzeniem, że w naszym kraju kara śmierci jest nadużywana, a przynajmniej często stosowana, i że stan ten wymaga zmiany. Taka ocena stanu faktycznego jest sprzeczna z rzeczywistością i powszechnym odczuciem obywateli, zgodnie z którym, sądy zbyt liberalnie traktują sprawców poważnych przestępstw. Inicjatywa liberałów wychodzi na przeciw inicjatywie lewicy i kół masońskich dążących do zniesienia kary śmierci. Jest to zakamuflowana deklaracja za zniesieniem kary śmierci.

Nie jest też przekonywujący inny postulat, mówiący, że zakaz działalności gospodarczej wynikać może jedynie z powodu szkodliwości jej dla otoczenia. Czy, przykładowo, działalność gospodarcza polegająca na produkcji i handlu bronią, bądź pornografią, ma być dozwolona tylko dla tego, że została tak zorganizowana, iż nie zatruwa środowiska?

Sprzeciw musi też budzić punkt mówiący o wojsku. Oto niektóre wywody. Wojsko winno być całkowicie apolityczne i zawodowi żołnierze nie mogą głosować; żołnierze powinni być szkoleni na wzór Szwajcarii; gdyby było potrzebne ograniczenie liczby rekrutów, należałoby to czynić w oparciu o kryteria ekonomiczne. Dzisiejsze pole walki nie ogranicza się do obszaru, na którym się strzela. Dzisiejsza wojna, to wojna totalna, uczestniczy w niej cały naród, a jego postawa może decydować o wyniku wojny. Jednym z elementów wojny jest walka psychologiczna polegająca na osłabieniu ducha i morale armii przeciwnika (tzw. pranie mózgów). Stąd wojsko, aby mogło spełniać swoją role musi być owładnięte silnym duchem patriotycznym. Wyklucza to apolityczność wojska, choć nie oznacza konieczności należenia do partii politycznych. Liberałowie chcą sprowadzić wojsko do roli zaciężnego żołdactwa. Tym samym działają na rzecz osłabienia obronności państwa.

Trudno też przyjąć za właściwe szkolenie polskiego wojska na wzór Szwajcarii. Szwajcaria ma inne niż Polska położenie geopolityczne i w związku z tym inne potrzeby. System zorganizowania oraz szkolenia armii winien zostać wypracowany w oparciu o nasze potrzeby, a nie zapożyczony od innych krajów, zwłaszcza tych, których położenie polityczne i militarne jest zupełnie inne niż nasze.

Mniej zrozumiałe jest stwierdzenie o ograniczeniu liczby rekrutów w oparciu o kryteria ekonomiczne. Trzeba się tu odwołać do wyjaśnień J. K. Mikkego udzielanych w czasie publicznych spotkań z sympatykami politycznymi. Z wyjaśnień tych wynika, że owe kryteria ekonomiczne miałyby polegać na możliwości wykupienia się od służby wojskowej przez tych, których na to stać. Dałoby to zdaniem J. K. Mikkego, dodatkowe dochody wojsku. Pomijając kwestię, czy w ogóle potrzebne byłoby nam zmniejszenie liczby rekrutów, trzeba zaznaczyć, iż zwalnianie obywateli z jednego z podstawowych obowiązków wobec ojczyzny, w oparciu o kryterium zamożności, jest moralnie naganne.

W swoim programie liberałowie zawarli też postulat aby telewizja była bez wpływu bieżącej polityki. Trudno sobie wyobrazić głupszy postulat.

Nie jest też do przyjęcia żądanie aby państwo nie dofinansowywało kultury. Państwo jest zorganizowaną formą życia narodu. Jednym z elementów życia narodu jest jego kultura. Stąd zadaniem państwa jest troszczenie się o rozwój kultury narodowej, a to w wielu wypadkach wymaga subsydiów. Sprzeciwiamy się poglądowi liberałów, że wspomagać kulturę mogą jedynie prywatni posiadacze kapitałów i tą drogą, modelować kulturę naszego narodu według własnych kaprysów i upodobań.

Znaleźliśmy w programie liberałów znacznie więcej elementów wymagających krytyki. Część z nich pominęliśmy, gdyż ich omówienie wymagałoby znacznie dłuższych wywodów. Rozszerzyłoby to zbytnio ramy tego wystąpienia.

Rozpowszechniony przez liberałów dokument składa się z nie usystematyzowanych ogólników nie tworzących zwartego programu. Brak też określenia sytuacji politycznej, w jakiej znalazła się Polska, oraz wynikających stąd zagrożeń wewnętrznych i międzynarodowych. Na pierwszy rzut oka można by nawet odnieść wrażenie, że dla liberałów nie istnieje polityka zagraniczna. Wniosek taki byłby jednak zbyt powierzchowny. Najwyraźniej ich koncepcja polityki zagranicznej, jako kosmopolityczna, nie nadawała się do ogłoszenia. Jej zarys mogą nam nakreślić niektóre poszlaki:

a/ Zupełne pominięcie zagadnień polityki zagranicznej i innych zagrożeń wynikających z aktualnej sytuacji;

b/ Koncepcja rozbicia dzielnicowego Polski. Jest ona zbieżna z masońskimi planami Zjednoczenia Europy[12]. W planach tych nie ma miejsca dla Polski - przewidują one bezpośrednie podporządkowanie Zjednoczonej Europie poszczególnych okręgów administracyjnych. Okręgi te (Regiony, Ziemie...) nie byłyby ze sobą powiązane w jedną całość, lecz byłyby wzajemnie niezależne[13];

c/ Kontakty z liberalną międzynarodówką;

d/ Obojętny stosunek do kwestii suwerenności władzy państwowej...

Na zakończenie trzeba powiedzieć liberałom, że polityk polski musi w swym myśleniu i działaniu mieć za punkt wyjścia polski naród i jego interesy. Musi rozumieć jego położenie dziś i realnie widzieć jego przyszłość. Winien on czuć ducha polskiego i obok argumentów zasadniczych - racjonalnych, wynikających z realnej oceny sytuacji politycznej i wynikających stąd możliwości działania tak na najbliższą, jak i na dalszą przyszłość, musi umieć trafić do uczuć i do wyobraźni Polaków. Aby to jednak było możliwe, musi on sam myśleć i czuć po polsku. Liberał będzie mówił do Polaków, Niemców, Anglików czy Włochów i za każdym razem będzie mówił to samo i tak samo, gdyż jak stwierdził J. K. Mikke: liberalizm programowo nie rozróżnia narodowości[14].



Przypisy:

1 Przypomnieć tu można, że za czasów Jurija Andropowa "Nowoje Wremia" skrytykowały M. F. Rakowskiego i stojących za nim ludzi (nr 19/83).

2 Na krótko przed awansowaniem M. F. Rakowskiego, Jacek Kuroń przestrzegał przed przedwczesnym wybuchem i wzywał do utrzymania gotowości; twierdził, że przez umiejętny i zgrany nacisk, we właściwym czasie, można będzie wiele osiągnąć. Lech Wałęsa mówił nieco wyraźniej. Twierdził, że "Solidarność" wezwie w tym roku (1988) do ogólnospołecznego protestu, którego celem będzie usunięcie z aparatu władzy niektórych ludzi (BBC, 23 IV 1988). Zupełnie wyraźnie zaś wypowiedział się mniej doświadczony działacz z regionu dolnośląskiego "Solidarności", Paweł Kocięba, powołujący się często na bliską współpracę z Władysławem Frasyniukiem oraz mieniący się zwolennikiem Karola Modzelewskiego, J. Kuronia, Adama Michnika i KOR jako całości. Działacz ten, w swoim publicznym wystąpieniu do strajkujących studentów, we Wrocławiu wiosną 1988 r. stwierdził, że celem strajków jest doprowadzenie do tego, aby władzę w Polsce przejął M. F. Rakowski.
Na marginesie warto też przypomnieć współdziałanie środowiska "Polityki" - w tym personalnie D. Passenta i jego szefa M. F. Rakowskiego - z J. Kuroniem, K. Modzelewskim, Ludwikiem Hassem, A. Michnikiem... w wydarzeniach marcowych 1968 r. Stąd bierze się sympatia dla M. F. Rakowskiego w zachodnich środkach przekazu i w środowiskach "lewicy laickiej" oraz "postępowych katolików".

3 Nie każdy może sobie "zasłużyć" na krytykę ze strony "Polityki". "Umiejętna" krytyka niektórych działaczy na łamach tego pisma jest uznawana za pewną formę nobilitacji politycznej.

4 Za charakterystyczne należy uznać wyznanie J. K. Mikkego na łamach "Tygodnika Demokratycznego" (nr 52, 1988), w którym podaje on, że w czasie wizyty w Białym Domu w Waszyngtonie, proszony był o to, aby określił czy dane środowisko opozycyjne w Polsce jest antysemickie. Nie każdego zaprasza się do Białego Domu, a tym bardziej nie od każdego oczekuje się tam takich ocen.

5 R. Gładkowski, "Non Serviam", Wydawnictwo 966, Toronto 1987.

6 Peter Raina, wywiad dla tygodnika "ITD" (nr 47, 20 XI 1988). Autor, z pochodzenia Hindus, doktoryzował się w Polsce. Wyrzucono go z Polski w 1969 r. Swoje prace z zakresu historii najnowszej Polski drukuje on po polsku, ale poza granicami naszego kraju. Jest m.in. autorem biografii Władysława Gomułki. Obecnie pisze biografię ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. To w trzecim tomie tej biografii, zamieścił on dokumenty, o których mówił w wywiadzie dla "ITD.". Niedawno P. Raina wręczył Papieżowi trzeci tom swojej książki o ks. kard. S. Wyszyńskim oraz książkę poświęconą zamordowaniu w roku 1957 syna Bolesława Piaseckiego.

7 Wśród środowisk warszawskich określających się jako neokonserwatywne i sympatyzujące z "Res Publicą" wywołała zdziwienie informacja, że redakcja pisma mieści się w mieszkaniu wynajętym od Karola Modzelewskiego, znanego trockisty, syna ministra z czasów stalinowskich. Szybko więc znaleziono inny lokal. Dodać tu należy, że redaktorem naczelnym pisma "Res Publica" jest były "komandos" marcowy: Marcin Król.

8 W warszawskim KIK działają m.in.: Jan Tomasz Lipski - syn Jana Józefa Lipskiego, Agnieszka Lipska - siostra Jana Tomasza, Janusz Onyszkiewicz - zięć J. J. Lipskiego, Maciej Kuroń - syn J. Kuronia ...

9 S. Kukuryka jest jednym z dygnitarzy odpowiedzialnych za krytyczny stan budownictwa mieszkaniowego w Polsce.

10 Wypada jeszcze wspomnieć o pewnym symbolu, jako, że w niektórych kręgach symbole odgrywają znaczną rolę. "LIBERO - Pismo Liberałów - Warszawa", to pisemko wchodzące w skład wydawanego przez J. K. Mikkego pisma "Stańczyk". W winietę tego pisma wpisany jest ów symbol. Winieta przedstawia piłkarza kopiącego piłkę, a w ową piłkę wpisana jest foremna, pięcioramienna gwiazda masońska.

11 Na spotkaniu z wyborcami, zorganizowanym w dniu 22 maja 1989 r., we Wrocławiu na ulicy Świdnickiej, J. K. Mikke - kandydujący na senatora, twierdził, że nie jest ważne czy naród żyje pod rządami swoimi, czy obcymi. Jego zdaniem ważne jest to, jak się ludziom żyje i to czy rząd prowadzi politykę wynarodowienia, czy nie. W tym kontekście wspomniał o czasach rozbiorów: twierdził, że Polakom nie dla tego żyło się źle pod rozbiorami, że jedni żyli pod władzą niemiecką a drudzy pod rosyjską, lecz dla tego, że Niemcy prowadzili politykę Hakaty, a Rosja - Apuchtina.

12 Paneuropa.
Etapem pośrednim na drodze do realizacji Republiki Światowej miały być Stany Zjednoczone Europy, tzn. Paneuropa. Zadaniem jej miało być skasowanie granic gospodarczych i narodowościowych, aby - po osiągnięciu tego - skasować granice polityczne między państwami i utworzyć ostatecznie Republikę Światową.
"Furerem" i "apostołem" Paneuropy został hr. Richard Nikolaus Coudenhove-Kalergi, członek wiedeńskiej loży "Humanitas" i kapituły - zrzeszenia masonów 18-go stopnia, tzw. Różokrzyżowców, w Obrządku Szkockim Dawnym Uznanym - p.n. "Kapitel Mozart im Tale von Wien" w Wiedniu. Ojcem jego był austriacki hrabia, Heinrich Coudenhove-Kalergi, matką - Japonka Aojama. Urodził się w Tokio w 1894 r., ożenił z żydowską aktorką Idą Roland, z domu Klausner.
Centrala przygotowawcza i propagandowa Paneuropy została utworzona w Austrii. W Stanach Zjednoczonych A.P. powstał komitet pomocniczy, założony przez loże amerykańskie z bankierem żydowskim, Feliksem Warburgiem i byłym posłem żydowskim do Kongresu, Straussem na czele. We Francji ożywioną propagandę prowadził A. Briand, E. Heriot (który wygłosił w Sorbonie cykl odczytów o Paneuropie) i J. Romains (obecnie prezes PEN-Clubów). W Niemczech działał w tym kierunku minister spraw zagranicznych Rzeszy, G. Stresemann ze swą małżonką, żydówką, z domu Kleefeld.
Czyż nie z łona masonerii wytrysnęła iskra, co spowodowała wyklucie się Ligi Narodów, Międzynarodowego Biura Pracy i wszystkich instytucji międzynarodowych, co tworzą znojny, ale owocny zarys Stanów Zjednoczonych Europy, a może i Świata? (Sprawozdanie z Konwentu Wielkiego Wschodu Francji, 1932, s. 111).
Znakiem Paneuropy został czerwony krzyż Różokrzyżowców - taki sam jak ten, który odkrył Kazimierz M. Morawski na pieczęci Bractwa Wrogów Wstrzemięźliwości Augusta Mocnego.
Zadaniem konkretnym Paneuropy było skasowanie gospodarstw narodowych poszczególnych państw, a utworzenie jednego wielkiego gospodarstwa międzynarodowego, w którym pojedyncze państwo byłoby nastawione na produkcję jednego rodzaju, uzupełniając swoje potrzeby w innych dziedzinach wytworami pozostałych państw. Przemysł miał być upaństwowiony i skartelizowany celem racjonalnego podziału produkcji w skali międzypaństwowej, gospodarstwa zaś rolne - uprzemysłowione i zracjonalizowane w oparciu o międzynarodowy kapitał; sprawami finansowymi miał się zajmować centralny międzynarodowy bank. W ten sposób poszczególne państwa zostałyby całkowicie uzależnione, zjednoczenie powszechne w dziedzinie gospodarczej zostałoby spełnione.
Elitą fachową, przygotowującą do "zjednoczenia", a w przyszłości i elitą kierowniczą w powszechnym gospodarstwie międzynarodowym - poza specjalnymi zespołami lożowymi - mieli być w planach masonerii przede wszystkim członkowie Rotary Clubów. Opanowanie bowiem życia gospodarczego poszczególnych państw jest celem działania gospodarczej Rotariańskiej Międzynarodówki. Po opanowaniu gospodarczym poszczególnych państw, miała jeszcze Paneuropa spełnić dyskretnie ważne zadanie: skasować różnice narodowościowe. W planach gospodarczych mówiło się, iż dla zracjonalizowania gospodarstwa światowego należy racjonalnie rozmieścić siły robocze, należy przeprowadzić racjonalne ich przesiedlenie, które musi być sprawiedliwe i w równym stopniu obejmować wszystkie państwa. Projektów podobnych było więcej. Nabierają one zaś dopiero wtedy właściwego znaczenia, gdy się dowiemy, że ideałem przyszłego obywatela Paneuropy był rasowy mieszaniec (a Żydzi, jako "naród wybrany" i "rasa specjalna", objąć mieli w Republice Światowej stanowiska kierownicze):
Nadchodzący człowiek przyszłości będzie mieszańcem. Dla Paneuropy życzę sobie eurazyjsko-negroidalnej rasy przyszłości, aby osobowości zapewnić różnorakość. Przywódcami mają być żydzi, ponieważ dobrotliwa Opatrzność obdarzyła Europę żydami, jako nową rasą szlachecką z łaski Ducha - wyznaje otwarcie wódz Paneuropy, hr. Coudenhove - ("Wiener Freimaurerzeitung", nr 9/10, 1923).
Tu tkwi może także wyjaśnienie, dlaczego w dzisiejszych czasach wszelkiego rodzaju mieszańcy, a specjalnie mieszańcy żydowscy ("połączenie kongenialne"), znajdują w wielu państwach i instytucjach różne, i kluczowe; stanowiska i są na każdym kroku uprzywilejowani. Stwierdzenie, że są to nadchodzący ludzie przyszłości masońskiej Republiki Światowej, tłumaczy - zdaje się - wiele.
(z: K. M. Morawski i W. Moszczyński, Co to jest masoneria, Warszawa 1939, s. 45-48).

13 Kandydat na posła, I Sekretarz KD PZPR Wrocław-Śródmieście, głosi w swym programie wyborczym postulat niezależności Dolnego Śląska. Na spotkaniach z wyborcami mówi o potrzebie przywrócenia Dolnemu Śląskowi autonomii ("Gazeta Robotnicza", 22 V 1989).

14 Na spotkaniu w klubie lewicowego Ruchu Alternatywnego Myślenia we Wrocławiu w dniu 12 kwietnia 1988 r.


  • Aneks


  • Ruch Narodowy
    skr. poczt. 55
    81-701 Sopot 1
    e-mail:
    poczta@RuchNarodowy.pl
    http://www.RuchNarodowy.pl